piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 76

Zdziwiło mnie, że im wszystkim chciało się do mnie przyjeżdżać… Byli Ignaczakowie, Zibi, Grzesiu z Kingą, Piotrek i Zatorski. Michał nie wydawał się zdziwiony, pewnie o wszystkim wiedział… Przywitałam się ze wszystkimi. Iwona zaczęła zasypywać mnie pytaniami o moje zdrowie. Przywiozła mi nawet jakieś owoce, żebym jadła dużo witamin. Najzabawniejsze było to, że każdy coś przywiózł. Grzesiek rosół, Zator jakąś zupę, Kinia ciasto, Piter „leczniczą miksturę jego mamy” (aż strach spróbować)... A Zbyszek? 0,7 na rozgrzewkę… Moja mina-bezcenna. Nie piję, ale jak kiedyś będzie jakaś okazja, to pewnie się przyda…
Długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Brakuje mi sezonu reprezentacyjnego i tego, jak siedziałam z nimi, wygłupialiśmy się, realizowaliśmy głupie pomysły… Jednego byłam pewna. Gdyby nie Karola i Marcin, nigdy nie poznałabym tak wspaniałych ludzi i nie zyskałabym cudownych przyjaciół. Moje życie szczęśliwie połączyło się z siatkówką i miałam nadzieję, że tak już zostanie.
Paweł wracał do domu, ale resztę udało mi się namówić na nocowanie u mnie. Tata był nieźle zdziwiony, widząc tyle osób. Grzesiek i Kinga siedzieli do późna, ale potem zmyli się do mieszkania dziewczyny. Iwonie i Krzyśkowi zaproponowałam kanapę, a Bartman z Pitem musieli spać na materacu.
-Ja mam z nim spać?-oburzył się Zibi.
-Chcecie, żeby mnie wykorzystał?-zapytał Piotrek-Ja się go boję…
-To ty jesteś jakiś niepoczytalny…-przerwał mu atakujący-Ty w ogóle miałeś kiedyś jakąś dziewczynę? Nigdy cię z żadną nie widziałem, więc może ty jesteś…
-On mówi, że jestem nienormalnej orientacji!-krzyknął Piter palcem wskazującym mierząc w Zbigniewa.
Mieliśmy z nich niezły ubaw. Kłócili się z pół godziny. Na szczęście był rozejm i zgodzili się jedną noc „spędzić razem”. Iwona pomogła mi z przygotowaniem kanapek dla tego tłumu. Potem każdy szedł po kolei się kąpać, a reszta w tym czasie grała w karty.
-Symulowała-Igła wskazał na mnie-Widzicie, teraz jest zdrowa. Nie chciało ci się Rzeszowa odwiedzić, co?
-Ale ja naprawdę byłam chora… A ciebie, Krzysiu, zawsze chętnie odwiedzę-puściłam mu oczko.
-To cię porywamy i jedziesz z nami-uśmiechnął się.
-Niestety, sesja-wzruszyłam ramionami.
Graliśmy i rozmawialiśmy do pierwszej w nocy, potem Iwona rozgoniła nas do łóżek.
-Wiedziałeś, że przyjadą?-szepnęłam do Miśka, gdy już leżeliśmy w łóżku.
-Wiedziałem, ale chyba nie jesteś zła? Lubią cię i martwią się o ciebie…
-Nie jestem zła-pocałowałam go-Dobranoc, Misiu.
-Śpij dobrze, kochanie-w ciemnym pokoju widziałam tylko jego świecące się oczy, ale wiedziałam, że się uśmiechnął.

Rano obudziłam się i chciałam wstać z łóżka, ale uniemożliwiło mi to ramię przyjmującego, znajdujące się na moim brzuchu. Powoli zaczęłam unosić jego rękę i przesuwać się na brzeg łóżka.
-A ty dokąd? Uciekasz mi?-momentalnie złapał mnie i z powrotem przyciągnął do siebie.
-Myślałam, że śpisz…
-I chciałaś wykorzystać sytuację?-otworzył jedno oko.
-Ja? No co ty… Nigdy bym cię nie zostawiła-uśmiechnęłam się.
Obdarzył mnie pocałunkiem, a potem pozwolił mi wygramolić się z pościeli.
-Wstałbyś, 11 dochodzi, a na przecież mamy gości…
-Jakich gości?-zdziwił się.
-Iwonę i chłopaków przecież…
-E tam, oni sobie poradzą…
-Michał!
-No dobra, już wstaję…
Znalazłam jakieś ciuchy i miałam iść się przebierać, ale on nadal spał. Wskoczyłam na niego.
-Michał! Pobudka!
-Zwariowałaś?
-Może trochę-zaśmiałam się.
-Skoro tak, to trzeba zjeść śniadanie.
Pociągnął mnie na łóżko, a sam wstał. Zanim zdążyłam zareagować, przerzucił mnie sobie przez ramię i wyszedł z pokoju. Śmiejąc się zeszliśmy (ja zostałam zniesiona) do kuchni.
-O, wstały nasze gołąbeczki-zaśmiała się Iwona-Chodźcie, zaraz wam zrobię tostów.
-Ale nie trzeba, sama mogę zrobić-zaczęłam, wisząc głową w dół.
-Co to się wczoraj działo, że dziś tak pospaliście?-poruszył brwiami Igła.
-Będą chrzciny?-zapytał Piotrek.
-To chyba my powinniśmy spytać o to ciebie i Zibiego-zaśmiał się Michał.
Chłopaki przekomarzali się, a ja zostałam odstawiona i spokojnie zajadałam się tostami. Iwona, to anioł po prostu. Zrobiła śniadanie dla wszystkich i umyła naczynia. Po kilku minutach dołączył do mnie Kubiak. Jedliśmy, a chłopaki się nam przyglądali.
-Czemu się tak patrzycie? Nie można zjeść w spokoju? Jak jesteście jeszcze głodni, to się częstujcie…-próbowałam odkryć, o co im chodzi-No co?-zapytałam, gdy nie było z ich strony żadnej reakcji.
-To będzie coś z tego?-Igła nawet nie mrugał.
-Z czego?-zdziwił się Michał.
-Dziku, nie mów mi, że mam cię uczyć, jak się dzieci robi…
-Igła!-jednocześnie krzyknęłam ja, przyjmujący i Iwona.
Libero dostał op od swojej żony, a chłopaki się z niego nabijali. Zanim się obejrzałam, już trzeba było szykować obiad. Z Iwonką szybko się uwinęłyśmy. Niestety gdy już wszyscy wszystko zjedli, a Zibi (!) umył talerze, nasi goście musieli wracać do domu. Nie zatrzymywałam ich, bo czekała ich długa droga, a jest zima, ślisko… Na dodatek Ignaczakowie mieli dziś odebrać dzieciaki od dziadków. Pożegnałam się z nimi i wtulona w Michała, stałam w oknie, aż zniknęli mi z oczu.
-Też będę musiał dziś wracać-chłopak zrobił smutną minę.
-No tak… W sobotę Delecta sama się nie pokona…
-Przyjedziesz na mecz?-trącił nosem mój nos.
-Mhm.
Smutno mi było, że Michał musiał dziś wracać. Ale treningi są jego obowiązkiem, a siatkówka pasją i ja nie mogłam go od niej odciągać. Ostatni tydzień minął mi zadziwiająco szybko i nawet nie myślałam tak o…
-Stało się coś?-przyglądał mi się.
-Nie… Tak sobie właśnie myślałam… Muszę iść do kościoła, za godzinę msza…
-Ale wszystko w porządku?
-Tak, idę się przygotować.
Szybko się przebrałam i usiadłam na łóżku, wpatrując się w okno.
-Idziemy?-zamyślenia wyrwał mnie głos ukochanego.
-Ale gdzie?
-No do kościoła-uśmiechnął się.
-Ale przecież ty nie chodzisz do kościoła-zdziwiłam się.
-Raz mi nie zaszkodzi.
Przeszliśmy się spacerkiem do kaplicy. Widziałam, że Michał trochę głupio się czuje, więc delikatnie chwyciłam jego dłoń. Nie wiedziałam, czemu tu ze mną przyszedł, ale cieszyłam się, że to zrobił.

Oczami Michała K. ;)

Nie chciałem, żeby Laura sama chodziła po mieście. Może jutro nie będę z nią, ale dziś jeszcze mogę nie spuszczać jej z oka. Zresztą miałem jedną rzecz zrobić. Może i nie jestem wierzący, ale przyszedłem do kościoła, by podziękować Bogu, że ją uratował. Gdy trzymałem ją nieprzytomną w ramionach i błagałem o pomoc, ona się zjawiła. Nie wiem czemu, ale stojąc tu i ściskając ciepłą dłoń blondynki, jakoś wydawało mi się, że moje prośby zostały wysłuchane.
Po nabożeństwie wróciliśmy do domu. Trochę posiedziałem, a potem niestety musiałem wracać do szarej rzeczywistości. Pożegnanie było dla nas obojga bardzo trudne. Nie pomagała myśl, że za tydzień zobaczymy się na meczu. Musiałem ją zostawić. Nie będę przez kolejne dni czuł ciepła jej skóry, patrzył w jej niebieskie oczy, czy słuchał jej perlistego śmiechu… Widziałem łzy przysłaniające jej lazurowe spojrzenie, gdy złączyliśmy swoje wargi i gdy musiałem wsiąść do autobusu. Przyjechałem tu po meczu z chłopakami i musiałem jakoś wrócić do siebie. Laura chciała mnie odwieźć, ale nie mogłem pozwolić, żeby jeździła sama po nocy.
Wpatrywałem się w malejącą postać, a jedna nieproszona łza, spłynęła po moim policzku.

Perspektywa Laury :]

Michał musiał jechać. Jeszcze kilka minut po tym, jak odjechał, stałam i płakałam. W końcu zebrałam dość siły, żeby wrócić do domu. W końcu jeszcze nie wyzdrowiałam do końca, a na dworze zimno… Straszna cisza panowała wszędzie. Nawet Koks nie poprawił mi humoru. Zaczęłam czytać notatki, czekając, aż Michał dojedzie. W końcu zadzwonił. Przez kamerkę nie mogłam go dotknąć, pocałować, ani nawet poczuć jego perfum, ale ta rozmowa trochę mnie uspokoiła. Zasnęłam przed północą, myślami będąc przy przyjmującym…
___________________________________________
Jedno wielkie PRZEPRASZAM :(
Nie wyrobiłam się... Tak to jest, jak wypadnie coś nieplanowanego...
Egzamin skończył się później niż myślałam, potem matematyka z kolegą, naleśniki, problemy mojej kochanej współlokatorki z laptopem (musiałam jej życie uratować, pożyczając swój) i tak mi zleciał ten czas, że już jest jutro... :P
Mam nadzieję, że się nie obraziliście...

Teraz rozdziały powinny pojawiać się już normalnie, bo to co najgorsze już za mną ;) (raczej zdane :D )

Ten jest jakiś taki krótki, ale przy następnym obiecuję poprawę ;)

Dzuzeppe <3 Dziękuję Ci bardzo! Jesteś kochana ^^
Nadal uważam, że trochę przesadzasz, ale miło jest poczytać tak miłe słowa na swój temat ;]


No dobra, lecę spać, bo jutro zajęcia (co prawda na 10:30, ale i tak się nie wyśpię :P )
Do soboty!
Buziaki ;*

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 75

Okropnie bałam się tego kolokwium, ale o dziwo poszło nawet nieźle. Żeby to uczcić, poszłam z dziewczynami na gofry. Wszystko było super, dopóki do lokalu nie weszła Majka. Przeszła obok nas bez słowa. Nie mogłam wytrzymać narastającego gniewu. Wstałam i podeszłam do jej stolika.
-Hej, Maja-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Ooo, Laura, jak miło cię widzieć.
-Co u ciebie? Dawno się nie widziałyśmy, nie odbierasz moich telefonów…
-Tak jakoś wyszło… Nie miałam za bardzo czasu.
-Byłaś zbyt zajęta rozpowiadaniem o moim wypadku?
-Nie wiem, o czym mówisz-wzruszyła ramionami.
-Nie wiesz? A może mam inną fałszywą przyjaciółkę, która lata po całej uczelni i nie potrafi trzymać języka za zębami?!
-Nie rób scen-warknęła.
-Ufałam ci, a ty okazałaś się dwulicową…
-Nie bądź śmieszna. Ja zawsze byłam twoją przyjaciółką. Potem zaczęłaś prowadzać się z siatkarzami, olewałaś mnie, znalazłaś sobie sławnego faceta, zaczęli pisać o tobie w gazetach…
-Przecież wiesz, że miałam praktyki… A miłość nie wybiera…
-Nie skończyłam! Jak ja przespałam się z Bartmanem, to robiłaś z tego wielką aferę… Zrobiłaś ze mnie jakąś szmatę… Tylko ty jedna możesz się puszczać z siatkarzami? Nie chciałaś mieć konkurencji? Bałaś się, że będą woleli mnie? Banda dwumetrowych osiłków musi się na kimś zaspokoić… Jak byli daleko od żon i dziewczyn, to byłaś ich maskotką? Pojedynczo, czy w trójkątach?
-Zwariowałaś?!-krzyknęłam na nią.
-Ja tam z głową nie mam problemów. Nie potrzebuję psychiatrów i pokoju bez klamek…
Przesadziła. Nawet nie wiem, kiedy mój gofr znalazł się na jej twarzy. Widziałam rozciapaną bitą śmietanę na jej twarzy, a potem wybiegłam stamtąd. Gorące łzy spływały po moich policzkach. Nie zważałam na wołania dziewczyn, ani na to, że kurtka została na oparciu krzesła. Biegłam przed siebie, jak najdalej od tego miejsca. W końcu się zatrzymałam i sięgnęłam po telefon.
-Cześć. Jesteś w domu?
-Jestem, a co się stało?
-Mogłabym zająć ci chwilę?
-Pewnie…
Nie czekałam na ciąg dalszy, po prostu ruszyłam pod jej blok. Czekała na mnie pod klatką.
-Boże, Laura, co się stało?!
-Kinia, przepraszam, że zawracam ci głowę…
Machnęła ręką i wciągnęła mnie do windy. Nie mam pojęcia, na którym piętrze, ale kazała mi wysiąść. Zaprowadziła mnie niewielkiego mieszkania. Nastawiła wodę na herbatę i przyniosła cały zapas chusteczek. A mnie opatuliła kocem.
-Co się stało?-przytuliła mnie.
-Bo… Bo Majka…
Najpierw zaczęłam jeszcze gorzej płakać, a potem opowiedziałam jej całe zajście.
-Naprawdę walnęłaś ją tym gofrem?-zdziwiła się, na co ja pokiwałam głową-Szkoda gofra-uśmiechnęła się.
Była bardzo miła. Długo mnie pocieszała. Gorąca herbata rozgrzała moje zmarznięte ciało, a w połączeniu z płaczem, który mnie wymęczył, sprawiła, że stałam się senna…

Gdy otworzyłam oczy, stwierdziłam, że leżę w swoim łóżku. Usiadłam gwałtownie. Nie wiedziałam, czy to wszystko było tylko snem. Na dworze było ciemno, więc może jeszcze było rano… Ale gdzie jest Michał?
Zwlekłam się z łóżka i zerknęłam na zegarek. 20:39. Pięknie, czyli jednak to nie był sen… Ale jak znalazłam się w swoim łóżku? Przecież byłam u Kingi… Zeszłam na dół. W salonie siedział mój tata i Misiek.
-Śpiąca królewna-siatkarz podszedł i pocałował mnie w czoło.
-Czemu jestem w domu? Skąd się tu wzięłam?
-Zasnęłaś u Kingi, więc cię odebrałem.
-Skąd wiedziałeś, że tam jestem?
-Kinga powiedziała Grześkowi, a on mi, więc pojechałem do niej i zabrałem cię do domu-uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał i pociągnął mnie do kuchni-Laura, czemu nie powiedziałaś mi na problemach na uczelni i z Majką?
-Nie chciałam, żebyś się martwił-spuściłam wzrok.
-Skarbie, zrobię wszystko, żeby ci pomóc, ale musisz być ze mną szczera. Twoje problemy są moimi problemami. A sam nie domyślę się wszystkiego.
-Przepraszam…
-Nie musisz, po prostu obiecaj, że będziesz mi mówić o wszystkim.
-Dobrze, Misiu-pocałowałam go-A gdzie Igła?
-Pojechał do Rzeszowa, ale zaproszeni jesteśmy do nich na sobotę.
-Fajnie-uśmiechnęłam się.
Resztę wieczoru spędziłam wtulona w niego, oglądając jakąś durną komedię, z małą przerwą na spacer z Koksem.
Musiałam założyć starą kurtkę, bo moją zostawiłam. Umówiłam się z Zosią, że jutro mi ją przyniesie. Miałyśmy wolne, a ona chciała przyjść i porozmawiać. W sumie to jej się nie dziwię, po dzisiejszej akcji…
Wzięłam gorący prysznic, a potem zasnęłam wtulona w Michała.

Od samego rana okropnie kichałam. Kto to widział, żeby w styczniu biegać po mieście tylko w cienkiej bluzce… Nie wyszło mi to na zdrowie. Michał dał mi jakieś tabletki. Razem zdecydowaliśmy, że na obiad zrobimy rosół. Tata był w pracy, więc gdy przyszła Zosia, usiadłam z nią w kuchni przy stole, a Michał kręcił się przy garach.
Podobno Maja po moim wyjściu zaczęła wrzeszczeć jak opętana, a potem rzuciła się na dziewczyny, oskarżając je o to, że wiem. Zośka opowiedziała mi, że przerażona kelnerka zadzwoniła po policję i Majkę zgarnęły miśki. Żałowałam, że nie przy tym nie było. Dziewczyny zeznały, że była agresywna i rzuciła się na nie.
-Powiedziała, że tego pożałujesz-dodała na koniec koleżanka.
-Żałuję, że zmarnowałam tyle lat na przyjaźń z nią.
-Nie pożałujesz, bo ja na to nie pozwolę-Michał objął mnie od tyłu i cmoknął w policzek.
-Cudownie razem wyglądacie-uśmiechnęła się Zosia-Mam nadzieję, że dostanę zaproszenie na ślub?
-Kiedyś na pewno-zaśmiał się siatkarz.
-I chcę być chrzestną jednego z waszych dzieci!
-Nie zapędzaj się tak-zaczęłam się śmiać.
-Co ty chcesz, dobrze mówi. Pamiętasz, jak kiedyś Krzysiek kazał nam się rozmnażać?
-Byliście wtedy pijani… Nawet nie wiedziałam, że o tym pamiętasz-spojrzałam na chłopaka.
-Niektórych rzeczy się nie zapomina-mrugnął.
-To pewnie pamiętasz, że najpierw studia, potem ślub, a na końcu dzieci.
-Ale zawsze można poćwiczyć to ostatnie-poruszył zabawnie brwiami.
-To chyba się będę zbierać… Skoro macie ćwiczyć-Zosia wstała od stołu.
-Zostań! Nie będziemy teraz nic ćwiczyć. Zresztą zaraz będzie obiad, a za odniesienie mi kurtki, nalegam, żebyś z nami zjadła.
-Michał gotował, więc…
-Ej! Proszę mnie nie obrażać! Założę się, że lepszego rosołu nigdy nie jadłaś!
Żartując i kichając (no dobra, to tylko ja robiłam), zjedliśmy posiłek przygotowany przez przyjmującego.
-I?-zapytał, gdy Zosia odsunęła talerz.
Zapadła chwila ciszy. Znajoma ewidentnie budowała napięcie.
-Hm… Zwracam honor. Lepszy rosół robi tylko moja mama.
-A bałaś się go zjeść…
-Nigdy nic nie wiadomo, gdy facet jest w kuchni-wzruszyła ramionami.
-Czyli właśnie przyznałaś, że kobiety powinny być w kuchni?
-Nie, ja…
-A psik!-kichnęłam głośno, przerywając dyskusję.
-Zdrówko!-odpowiedzieli jednocześnie.
-To ja się zbieram, a ty do łóżka. Michał ma cię rozgrzać-pożegnała się, a ja zostałam sama z siatkarzem.
Bezceremonialnie przerzucił mnie sobie przez ramię i zaniósł na górę do łóżka.
-Ty masz siedzieć pod kołdrą, a ja zaraz zrobię ci herbatę.
-Z cytrynką?
-Z cytrynką-uśmiechnął się.
-Jesteś… A psik! Kochany…
Przesiedziałam resztę dnia w łóżku. Pozwolił mi tyko wychodzić do łazienki. Wieczorem, jak dostałam gorączki, to biegał z okładami, tabletkami i czym się tylko dało. Oglądaliśmy filmy na laptopie, a on co chwila pytał, czy czegoś nie potrzebuję.
W nocy nie dawał mi spać zatkany nos i kaszel, który zaczął powoli dawać się we znaki. Michał dzielnie przy mnie siedział, mimo że mówiłam mu, że się zarazi. Wariat…

Kolejny dzień spędzony w łóżku, a efektów nie było widać. Zamiast mi się poprawić, byłam chyba jeszcze bardziej chora.
-Nie pojedziemy do Iganczaków-jojczyłam-Czemu musiałam się rozchorować akurat teraz…
-Przeziębiłabyś się jeszcze bardziej, gdybyśmy się tłukli do Rzeszowa.
-Ja to nic, ale zaraziłabym ich. I Sebastiana, i Dominikę…
-O sobie też mogłabyś pomyśleć czasami-pocałował mnie w czubek głowy-Pójdę zrobić ci herbaty.
-Mhm…

W sobotę starałam się przekonać samą siebie, że czuję się fantastycznie i nie zarażam. Niestety było to kłamstwo, więc o wyjeździe do Rzeszowa nie było nawet mowy. Na szczęście Misiek pozwolił mi chodzić normalnie po domu, byle bym miała na sobie pół szafy swetrów.
Wczesnym popołudniem usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę, ty idź do salonu, bo cię przewieje-jego opiekuńczość już działała mi na nerwy, ale wykonałam polecenie.
-Niespodzianka!-do salonu wparował cały tłum ludzi…
__________________________________________
Cierpię na notoryczny brak czasu na cokolwiek...
Niestety muszę Was poinformować, że we wtorek rozdział się nie pojawi :(
Nie mam napisanego nic na zapas, a w środę i czwartek mam pierwsze egzaminy i chciałabym się do nich dobrze przygotować... Więc niestety muszę skupić się na nauce :/
Przepraszam... :(
Wiem, że zawaliłam... Nie chcę, żebyście niepotrzebnie czekali...
Rozdział powinien pojawić się w czwartek późnym wieczorem...
Mam nadzieję, że zrozumiecie ;)
Pierwsza sesja, trzeba dobrze zdać, a jak zdam wcześnie, to będę miała dużo wolnego ^^

Jest też dobra wiadomość ;] Mam pomysły na dwa nowe opowiadania :)
Miałam je pisać dopiero po zakończeniu tego bloga, ale jeżeli czas pozwoli to może zacznę już niedługo ;) (Oczywiście po sesji!!!)

Na to opowiadanie coś słabo z weną ostatnio...
Ale chyba rozdziały nie są jakieś złe? ;)
Oceńcie sami :D

DZIĘKUJĘ ZA PONAD 50 000 WYŚWIETLEŃ!!! <3

Pozdrawiam Was serdecznie ;*
Ps. Życzę Wam powodzenia na egzaminach, przy poprawianiu ocen, czy po prostu szczęścia w pracy/szkole/studiach. A tym, którzy już zaczęli, życzę udanych ferii! ;)
Czy Misiek przekona Laurę do małego Kubiaczka? ^^

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 74

Michał miał „zaszczyt” odwieźć mnie do tej walniętej baby. Znów dwie godziny szargania mi nerwów… Przyjmujący nie skomentował mojego zachowania, ale widziałam, że się martwi. Kazali mi do niej chodzić, a to nie moja wina, że ją znienawidziłam po pierwszej wizycie. Po powrocie do domu, jak zwykle zamknęłam się w pokoju, bo miałam się uczyć.
Nie mogłam się wcale skupić. Na myśl o nauce, przed oczami stawała mi moja uczelnia, w której teraz bałam się pokazać. Czy wszyscy wiedzą? Ile Majka im powiedziała? Nie dawało mi to spokoju. Teraz wiedziałam, dlaczego nie odbierała telefonów, ale… czemu? Znałyśmy się od dziecka. Od śmierci mamy, gdy przeprowadziliśmy się do Łodzi, Maja była dla mnie jak siostra.
Kolejne łzy skapujące na notatki…
-Musisz być silna-szepnęłam do siebie-Dasz radę.
Ledwo zdążyłam przetrzeć oczy, a Misiek wparował z herbatą i ciastkami. Kochany… Przytulił mnie mocno i siedzieliśmy tak przez chwilę. Wiedział, że płakałam, ale nie prawił mi kazań. Po postu był.

Perspektywa zatroskanego chłopaka

Już rozumiem, czemu pan Wojtek tak martwi się tymi wizytami. Miało być lepiej, ale skutek jest chyba odwrotny. Zamknęła się u siebie, mówiąc, że musi się uczyć. Wolała cierpieć w samotności… Gdy poszedłem do niej, płakała. Przytuliłem ją, bo nie wiedziałem, jak mogę jej pomóc. Posiedziałem z nią kilka minut, ale stwierdziła, że w środę ma kolokwium i musi się nauczyć.
Jak tylko znalazłem się na dole, wybrałem numer Ignaczaka. W szpitalu tylko jego wysłuchała, więc może teraz też uda mu się pomóc.
Odebrał po kilku sygnałach. Wyjaśniłem mu sytuację, a on obiecał, że jutro nas odwiedzi. Podziękowałem mu i pozostało czekanie.
Laura zasnęła z notatkami, więc zebrałem je i położyłem się obok. Wyglądała na taką bezbronną… Chciałbym móc ochronić ją przed wszelkim złem… A nie mogłem nawet sprawić, żeby przestała krzyczeć w nocy…
Rano wyszła na zajęcia, jak gdyby nigdy nic. Pod jej nieobecność miał przyjechać Igła. Tak jak się umawialiśmy był chwilę przed południem.
-Co ja widzę… Dziku uczy się gotować!-zaśmiał się od progu.
-Zabawne… Nie zaczynaj lepiej, bo też będziesz to jadł, a chyba nie chcesz mieć czegoś w swojej porcji-odparłem.
-Nie chciałem cię urazić… To taki niecodzienny widok-stał koło mnie z założonymi rękami-Co ona ci zrobiła?
-Igła, daj mi spokój. Jest na zajęciach, pewnie nie ma czasu nic zjeść, to niech chociaż ma dobry obiad… Lepiej powiedz, co wymyśliłeś.
-Jak już bawisz się w kucharkę…-walnąłem go w ramię-Ała! Skoro stoisz przy garach, to może ogarniesz, jakiś podwieczorek? Będziemy mieli gości.
Krzysiek opowiedział mi swój plan. No, właściwie to nie jego, ale to szczegół.

Niczego niepodejrzewająca studentka

Źle się dziś czułam na zajęciach. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i szeptają, gdy tylko się odwrócę. Zośka cały czas siedziała ze mną i opowiadała dziesiątki historii, byle tylko odwrócić moją uwagę od wścibskich spojrzeń.
Wykłady ciągnęły się w nieskończoność, gdyby nie towarzystwo Zosi, pewnie bym tam nie siedziała. Przetrwałam kolejny dzień. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie lepiej…
Przed domem ujrzałam znajome auto.
-Krzysiek!-rzuciłam się na libero po przekroczeniu progu.
-Hej, mała, co tam?-uściskał mnie i zaczął bacznie mi się przyglądać.
-Nic-wzruszyłam ramionami i odwróciłam wzrok-Co ty tu robisz?
-To już nie wolno mi cię odwiedzić?
-Pewnie, że wolno, ale nawet nie uprzedziłeś…
-Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę-wtrącił Michał.
Przy obiedzie bardzo miło nam się rozmawiało. Podobno Iwona nalegała, żebym razem z Kubiakiem ich odwiedziła, bo bardzo się stęskniła. Potem poszliśmy z Koksem na spacer, żeby spalić kotlety… Po powrocie Krzysiek namówił mnie na „koncert”. Zaprezentowałam, co umiem, ale to było niczym w porównaniu z jego występem. Misiek był w szok. Pewnie tak jak ja, nie wiedział wcześniej, o ukrytym talencie rzeszowskiego libero. Nie można się było z nimi nudzić.
Właśnie miałam rzucić Koksikowi piłkę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę-Kubiak podniósł się z miejsca.
Po chwili wrócił w towarzystwie Grzesia Kosoka i jakiejś nieco przestraszonej dziewczyny.
-Cześć-uśmiechnął się siatkarz-Poznajcie Kingę.
Michał zginął w kuchni, przyniósł jakieś ciasto i zaproponował gościom coś do picia. Nie powiem, rządził się, jak u siebie.
-Upiekłeś to?-zdziwiłam się, a Igła dziabał kawałek placka łyżeczką.
-Pewnie! W tej piekarni za rogiem-rozbrajająco się uśmiechnął, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy o tym, co u kogo słychać. Kinga najpierw nieśmiała, coraz bardziej się rozkręcała. Od razu  ją polubiłam. Była żywiołową i bardzo pozytywną osobą.
-To twoja dziewczyna?-zapytałam Grzesia, gdy wyszedł na chwilę na korytarz.
-Yyy, no… Tak-widziałam, jak speszyło go moje pytanie.
-To gratuluję-poklepałam go po ramieniu-Gdzie się poznaliście?
-Poznaliśmy się przez przypadek, po meczu…
-I nic nie powiedziałeś? Mogłeś się pochwalić!
-To… skomplikowane. My rzadko się widujemy-spuścił wzrok, ale nie odpuszczałam-Ona jest stąd. Z Łodzi. I do Rzeszowa ma strasznie daleko…
-Spokojnie, będzie dobrze-mrugnęłam-Widzisz, my z Michałem sobie radzimy.
-Wiem, na pewno wszystko się uda. Wracajmy do reszty-pociągnął mnie do pokoju.
Siedzieliśmy tak do wieczora, aż chłopaki postanowili wyprowadzić Koksa na spacer. Trzech wielkich facetów i jeden mały york… Po prostu padłam ze śmiechu patrząc na nich. Uparli się, że ja i Kinga zostaniemy w domu, bo byśmy się przeziębiły. Nie kłóciłam się, bo nie miałam za bardzo chęci, wychodzić na mróz.
Kinia opowiadała o rodzinie, studiach. Pytała mnie o to, jak poznałam Michała, jak to jest jeździć z reprezentacją i czy naprawdę siatkarze zawsze mają masę szalonych pomysłów. Potem pytała o Koksa, grę na pianinie, studia…
-Czemu nagle posmutniałaś?-patrzyła na mnie uważnie-Coś się stało?
-Zastanawiałam się nad rzuceniem studiów-westchnęłam.
Sama nie wiem czemu, ale opowiedziałam jej, że osoba, która była moją najlepszą przyjaciółką zdradziła mnie. Powiedziała o moim wypadku.
-Co to za wypadek? Jak nie chcesz, to nie mów-dodała szybko, ale moje oczy zdążyły się zaszklić.
Wypłakiwałam się praktycznie obcej osobie. Nie poznawałam sama siebie. Zaufałam jej i opowiadałam o wydarzeniach z Sylwestra i później…
Ja nie znałam jej, a ona nie znała mnie, ale miałam wrażenie, że mnie rozumie, jak nikt inny. Wyrzuciłam to z siebie, a ona nie uciekła, nie patrzyła na mnie krzywo…
-Nawet nie wyobrażam sobie, jak straszne to dla ciebie było… Ale nie możesz się załamywać-spojrzała mi w oczy-Michał cię potrzebuje, chłopaki, tata i Koksik. Musisz być sobą niezależnie od przeszłości. Może nie zapomnisz o tym, może nie będziesz już taka sama… Ale pamiętaj, albo zrujnujesz sobie przez to życie, albo staniesz się silniejsza. Twój los leży w twoich rękach, nie pozwól, żeby osoby trzecie cię zniszczyły.
Wyciągnęła z torebki kartkę i długopis i zaczęła coś pisać. Ja byłam w szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ta rozmowa dała mi dużo do myślenia. Jednego byłam pewna. Grzesiek idealnie trafił. Kinga nie dość, że sympatyczna i miła, była bardzo mądra…
-Jak będziesz chciała porozmawiać, to dzwoń-wcisnęła mi karteczkę do ręki i uśmiechnęła się, bo właśnie wrócili siatkarze.
-Gdzie wy byliście z tym psem?-zaśmiała się.
-Taki Koks potrzebuje się wybiegać-Krzysiek podniósł psa z ziemi i pokazywał, jaki jest groźny.
-Chyba będziemy się zbierać-Grzesiek spojrzał na Kingę, a ona nieznacznie kiwnęła głową.
-To my was odprowadzimy!-odpowiedział Michał.
-Nie macie dość zimna?-zdziwiła się dziewczyna Kosoka.
Pokręcili głowami.
-Ej, w takim razie ja też idę!-wstałam z kanapy i ruszyłam razem z resztą, by założyć kurtkę i kozaki.
Szliśmy razem przez miasto, śmiejąc się i żartując. Pół godziny później staliśmy przed jednym z nowych bloków.
-To tu-stwierdziła Kinga i razem z Grześkiem pożegnali się z nami.
-Fajna ta jego dziewczyna-uśmiechnęłam się, gdy wracaliśmy we trójkę.
-Mhm-przytaknął Igła.
-A ty co taki smutny? Przecież cię nie wyrzucę na dwór, ani nie wygonią do Rzeszowa. Nocujesz u nas-szturchnęłam go.
-Wiem, ale Dziku zajął najlepsze miejsce, a ja będę musiał zadowolić się kanapą…-westchnął.
Michał zaczął mu dokuczać, że powie Iwonie. Mogłam słuchać godzinami, jak sobie dogryzają…
W domu zjedliśmy kolację i usiedliśmy przed telewizorem.
-A ty nie masz jutro jakiegoś kolokwium?-zapytał mój chłopak.
Walnęłam się w czoło i pobiegłam na górę. No pięknie, zapomniałam na śmierć… Dobrze, że wczoraj się trochę pouczyłam…

Oczami rzeszowskiego libero ;)

-I jak myślisz? Udało się?-zapytałem Kubiaka.
-Mam nadzieję. Zobaczymy w ciągu najbliższych dni…-westchnął.
Posiedzieliśmy jeszcze ze dwie godziny oglądając powtórkę meczu Skry, a potem poszliśmy zajrzeć do Laury. Leżała na dywanie, a dookoła poniewierały się kartki, zeszyty, długopisy.
-Wczoraj przynajmniej zasnęła na łóżku-Michał podniósł ją, a ja odchyliłem kołdrę, żeby mógł ją położyć.
Wziąłem prysznic, położyłem się na kanapie i myślałem o wydarzeniach ostatnich tygodni. Tak wiele się zmieniło…
Obudziło mnie słońce, odbijające się od śniegu za oknem. Przeciągnąłem się i skierowałem swe kroki w poszukiwaniu kawy. Gdy tylko przekroczyłem próg, doskoczył do mnie Michał.
-Nie krzyczała!
_________________________________________
Co sądzicie? Kim jest Kinga? I czy Laura zapomni o okrucieństwach ze strony Andrzeja?

Nie krzyczała ;) Jest postęp, czy tylko zmęczeni pomogło przespać noc?

Pojawił się znowu Krzysiu, bo tak bardzo go chcieliście :] I to w pakiecie z Grzesiem ^^

Jak się podoba? Czy się nie podoba? :P
Przepraszam, że późno, ale lepiej późno niż wcale... Sesja nie zrozumie, ona wymaga... :(

Dziękuję za komentarze, wyświetlenia i mam nadzieję, że nadal będziecie tak aktywni! <3
Całuję ;*
Ps. A może tak Bartuś na miły początek weekendu? ^^

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 73

Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał, a już był piątek po południu. Mecz Michała zbliżał się z każdą minutą, a mi znowu nie pozwolono jechać… Wszyscy uważali, że powinnam jeszcze odpocząć, a na następny na pewno pojadę. Ten tydzień Michał miał mieć wolny i obiecał, że przyjedzie do mnie. Krzysiek pewnie też mnie odwiedzi, bo nie darowałby sobie, że tego nie zrobił.
O 18 siedziałam w jego koszulce i patrzyłam, jak zawodnicy wbiegają na boisko. Grali w Olsztynie, ale grupa kibiców dzielnie ich wspierała. Już w pierwszym secie chcieli doprowadzić mnie do zawału… Grali na przewagi. Do ostatniej piłki ani jedna, ani druga drużyna nie odpuszczała. Na szczęście szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę. Trochę się martwiłam, bo jeżeli gospodarze będą dalej trzymać taki poziom, to może być ciężko… Kolejna część zbliżyła nas do zwycięstwa, dzięki dziesięciopunktowemu prowadzeniu.
-Jeszcze jeden-szepnęłam do siebie.
Niestety tego seta przywłaszczyli sobie Olsztynianie.
-Ostatni… No, Misiek, dawaj!-gadanie do telewizora jest z pewnością normalne…
Może i mnie nie słyszał, ale chyba pomogło, bo moja ulubiona drużyna nie dopuściła do tie-break’a. Wygraliśmy 3:1. Cieszyłam się jak głupia. MVP powędrowało do Tischera, ale uważam, że zasłużenie, bo naprawdę pokazywał klasę na boisku.
Późnym wieczorem rozmawiałam jeszcze z Kubiakiem, który siedział w olsztyńskim hotelu. Nie wiem, jak namówił trenera, ale wracać mieli jutro przez Łódź i obiecali go podrzucić po drodze do mnie. Cały tydzień przyjmujący miał spędzić u mnie. Położyłam się spać, nastawiając wcześniej budzik, bo jutro czekała mnie masa roboty…
Od samego rana stałam przy garach. Wpadłam na pomysł ugotowania obiadu, dla sztabu i zawodników, żeby jakoś odwdzięczyć się za to, że nadkładali drogi. Tata pomógł mi w struganiu ziemniaków, ale do kuchenki go nie dopuszczałam, bo z jego talentem zaraz coś by się spaliło, wylało… ewentualnie wybuchło… Upiekłam też ciasto, ale czym jest jeden marny sernik na tylu facetów? Bez drugiego się nie obeszło.
Gdy wyciągałam drugie ciasto z piekarnika usłyszałam szczekanie Koksa. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam autobus zatrzymujący się przed domem. Wybiegłam i zaprosiłam wszystkich do środka. Nie spodziewali się tego, tylko Michał, który przelotnie cmoknął mnie w policzek, o wszystkim wiedział. Trochę ciasno było, ale gdy każdy już jakoś się usadowił, zaczęłam podawać jedzenie. Chłopaki pomogli mi, podając talerze z rąk do rąk, bo przez to zbiorowisko kończyn, chyba bym ich nie doniosła… W końcu każdy był najedzony, zadowolony i zaczęło się wychwalanie mojej kuchni, podziękowania, a niektórzy chcieli płacić…
-Jeżeli zostawicie jakieś pieniądze, to się obrażę-skrzyżowałam ręce na piersi-A teraz… Kto ma ochotę na deser?
Odpowiedział mi chóralny okrzyk. Uśmiechnęłam się tylko i rozdałam talerzyki z sernikiem. Chłopaki zjedli i do kuchni władowała mi się „ekipa sprzątająca”. Mianowicie Łasko, Tischer, Popiwczak, Bontje i Holmes zaczęli zmywać naczynia, wycierać, odkładać na miejsca, Wojtaszek wyszedł wynieść śmieci, a Bernardi ich nadzorował. Czarny dokuczał Koksowi, Martino dręczył pianino, mój tata rozmawiał zawzięcie z Polańskim i Gierczyńskim, a Michał stanął za mną i objął mnie w pasie.
-Teraz wszyscy będą mówić, że mam najcudowniejszą dziewczynę pod słońcem-pocałował mnie w policzek.
-To chyba dobrze…
-Muszę cię pilnować, żeby mi cię nie ukradli-szepnął, a ja nagle zesztywniałam.
-Michał-niepohamowane łzy wezbrały w moich oczach.
-Przepraszam, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało-patrzył na mnie przerażony.
-Ja muszę… na chwilę wyjść…
Zamknęłam się w łazience i płakałam. Jedno głupie zdanie, a ja znów myślałam o ostatnich wydarzeniach. Po kilku minutach ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Laura? Laura, przepraszam. Wpuścisz mnie?
Uchyliłam drzwi, przez które momentalnie wparował Kubiak. Przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Nie opierałam się. Doszłam powoli do siebie, poprawiłam makijaż i wyszliśmy.
-Uuu, a co wy tam we dwójkę robiliście?-zaczął Patryk.
Widziałam kątem oka, jak Michał delikatnie kręci głową.
-Może będziemy się już zbierać?-wtrącił się Damian Wojtaszek-Wszyscy są zmęczeni, a przed nami jeszcze kawał drogi…
Głupio mi się zrobiło, bo to z mojego powodu postanowili jechać. Każdy mi dziękował, a trener to chyba mnie ubóstwiał, bo kazał Michałowi przywozić mnie na treningi jak najczęściej, a jeśli potrzebowałabym pracy, mam dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Cieszyłam się, że chociaż w pewnym stopniu wynagrodziłam im fatygę. Ja z Michałem wyszliśmy ich odprowadzić do autobusu. Zdziwiłam się, że przyjmujący wpakował się do niego razem z nimi.
-Zostawiasz mnie?-zapytałam.
-Zaraz wracam-puścił mi oczko i zniknął wewnątrz pojazdu.
Po chwili wyszedł trzymając futrzaną kulkę na rękach.
-Koks? Ale co on tam…
-Patryk go sobie pożyczył-zaśmiał się Michał, widząc moją zdezorientowaną minę-Wiedział, że widziałem, jak go zabierał. Chciał ci zrobić kawał.
Popukałam się w czoło patrząc na Czarnego przy szybie. Przytuliłam yorka i razem z Miśkiem patrzyliśmy za odjeżdżającym autobusem.
-No, to jesteśmy sami-mrugnął.
-Nie licząc Koksa i mojego taty-uśmiechnęłam się-Która godzina?
-Chwila po piątej…
-Mecz!-pobiegłam ze śmiechem w stronę domu, zostawiając chłopaka samego.
Gdy wszedł do środka ja już patrzyłam na poczynania Resoviaków. Grali w Kielcach i… przegrali.
Zdziwiło mnie to ogromnie i po raz kolejny uświadomiło, że nie wolno lekceważyć przeciwników. Effector zgarnął dwa punkty, ale MVP otrzymał Nikolay. Smutno mi było, że chłopakom się nie udało, ale teraz ten tydzień wolnego pozwoli im się zrelaksować… Nie miałam czasu zastanawiać się nad meczem, bo moją uwagę odwrócił Michał. Zaproponował, że zrobi naleśniki na kolację i właśnie żonglował jajkami. Oczywiście wiedziałam, jak to się skończy…  Po chwili on ścierał podłogę, a ja kąpałam Koksika, któremu się nieszczęśliwie oberwało. Gdy skończyłam walczyć z małym i suszarką, w domu roznosił się smakowity zapach kolacji. Trochę dokuczałam Miśkowi z powodu tych jajek, ale nie był zły, wręcz przeciwnie, sam się z siebie śmiał.
Po kąpieli wgramoliłam się do łóżka. Trochę dziwnie się czułam, gdy chłopak się do mnie przytulił, ale szybko odpłynęłam do krainy Morfeusza…
-Laura! Spokojnie, to ja. Cichutko…
-Przepraszam-cała zapłakana wyskoczyłam z łóżka-Znowu krzyczałam?
-Znowu?-przyjrzał mi się bacznie-Jak często ci się to zdarza?
Odwróciłam wzrok. Całkiem odechciało mi się spać. Usiadłam na brzegu łóżka i tylko ocierałam łzy.
-Śpij, Misiu. Wszystko jest w porządku…
Wyszedł z łóżka i przytulił mnie, chociaż chciałam go odepchnąć.
-Nic nie jest w porządku-zaczęłam jeszcze bardziej płakać-Spokojnie-posadził mnie na swoich kolanach-Jestem tu z tobą i obiecuję, że nie stanie ci się żadna krzywda.

Oczami niewyspanego i strasznie zmartwionego Michała…

Nie wiedziałem, że on jej się śni. Nie miałem pojęcia, jak jej pomóc. Przytulałem jej drobne ciało. Czułem, że powolutku się uspokaja. W końcu zasnęła w moich ramionach. Delikatnie położyłem ją i odgarnąłem włosy z twarzy. Schudła ostatnio strasznie. Ciuchy na niej wisiały. Jedno złe słowo i płakała. Krzyczała w nocy. Pan Wojtek mówił, że robi straszne sceny, jak ma iść do psychologa, a potem zamyka się w pokoju. Podobno większość czasu spędza u siebie lub grając na pianinie. A Igła mówił, że podarła zdjęcia, na których był ten zwyrodnialec. Musiałem coś zrobić. Musiałem pomóc. Na pewno jest jakiś sposób, tylko trzeba go odkryć… I to szybko…
Patrzyłem na twarz ukochanej, oświetloną blaskiem księżyca. Długo jeszcze nie mogłem spać, ale w końcu i o mnie upomniał się Morfeusz…
Rano obudziłem się, gdy Laura wychodziła z łóżka. Pociągnąłem ją za rękę tak, że upadła na mnie. Krzyknęła, ale to nie był krzyk radosnego zaskoczenia, ale strachu. Głupi ją przestraszyłem…
Po śniadaniu słuchałem, jak gra. To chyba był najlepszy prezent, jaki mogłem jej sprawić. Widać, że ogromnie jej się to podoba. Skończyła, gdy trzeba było przygotować obiad. Dzielnie jej pomagałem, potem zaoferowałem się, że pozmywam. Wyciągnąłem ją też do kina, żeby się nie nudziła. Komedia podobała się nam obojgu. Potem zamiast wracać, poszliśmy na spacer. Jak mijaliśmy jakichś facetów, to Laura mocniej ściskała moją dłoń. Nie komentowałem tego, bo potrzebowała czasu, żeby zaufać światu. W domu byliśmy koło 20, a ona czmychnęła do pokoju, oznajmiając, że musi się przygotować na jutro. Całkiem zapomniałem, że ma zajęcia. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc oglądałem z jej ojcem telewizję, czasami tylko zaglądając do niej i przynosząc jej herbatę, jakieś ciastka, cukierki… Poszliśmy wcześniej spać, bo miała być na 8 na uczelni.
Znów obudził mnie jej krzyk w nocy, ale nie dopytywałem, tylko mocno przytuliłem ją do piersi. Czekałem, aż zaśnie, żeby samemu zrobić to samo, z myślą, że jest bezpieczna.

Perspektywa Laury

Rano wstałam cicho, nie chcąc budzić Michała i wyszłam na uczelnię. Sesja za pasem, teraz sezon kolokwiów, a ja miałam masę zaległości. Dziewczyn już dawno nie widziałam, więc ucieszył mnie ich widok.
-O, Laura! Wróciłaś? Podobno…-zaczęła Baśka, ale Zosia walnęła ją łokciem w żebra.
-Fajnie, że jesteś-uściskała mnie ta druga-Brakowało nam ciebie.
Dziewczyny opowiadały mi, co u nich, skarżyły się na wykładowców i tłumaczyły mi, co przegapiłam. Wszystko niby ładnie pięknie, ale przed ostatnim wykładem dowiedziałam się, że połowa uczelni obgaduje mnie za plecami. Nie wiem, skąd wiedzieli. W sumie to mnie to nie obchodziło. Wybiegłam stamtąd z płaczem.
Nie chciałam tam być, ale w domu też nie. Usiadłam na huśtawce w parku. Zimno już po chwili dało się we znaki, ale może to mi pomoże…
-Tu jesteś…-usłyszałam za sobą zasapany głos.
-Zosia, proszę, zostaw mnie…
Nie odeszła. Usiadła obok i zaczęła mówić. Podobno Majka opowiedziała swoim koleżankom, co się stało, a one to rozpowiedziały. Maja. Moja najlepsza przy… STOP! Była najlepsza przyjaciółka. Zośka dała mi się wypłakać, a potem zabrała na gorącą czekoladę i odprowadziła do domu.
-Może wejdziesz?-zaproponowałam.
Wahała się tylko chwilę, a potem przedstawiłam ją Michałowi. Mój kochany chłopak przygotował obiad, więc Zosia zjadła z nami. Potem jej uwagę przyciągnął Koks. Stwierdziła, że jest „sweetaśny i taki kochany”. Przypadli sobie do gustu. Niestety ona musiała jechać, a mi tata kazał szykować się na kolejną wizytę u psychologa…
____________________________________________
I jak? Może być? ^^

Staram się, żeby nie było zbyt nudno... Laura nadal cierpi, ale teraz jest u niej Michał...
Jeszcze ta uczelnia...

Dziękuję wszystkim osobom, które zaczęły czytać mojego bloga i którym chce się go czytać od początku :P Kochani jesteście <3

Nie dziękuję (żeby nie było pecha :P ), za to, że życzycie mi powodzenia i trzymacie kciuki ;)
Chyba pomogło, bo trzy kolokwia za mną i jestem zadowolona ;]
W piątek matma, a od środy pierwsze egzaminy...

Resovia wczoraj wygrała, dziś Jastrzębski... Nic tylko się cieszyć ^^

Jeszcze jedna sprawa... Jeśli macie chwilę, zachęcam do polubienia tej strony na facebook'u. Poryczałam się, jak oglądałam filmik o tym chłopcu ;(

Przepraszam, że późno... Rozdział byłby trochę wcześniej, ale tłumaczyłam koleżance jak ma zrobić projekt na jutro (bay the way zadany przed świętami -.- ).
Lecę spać...
Pozdrawiam ;*