środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 73

Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał, a już był piątek po południu. Mecz Michała zbliżał się z każdą minutą, a mi znowu nie pozwolono jechać… Wszyscy uważali, że powinnam jeszcze odpocząć, a na następny na pewno pojadę. Ten tydzień Michał miał mieć wolny i obiecał, że przyjedzie do mnie. Krzysiek pewnie też mnie odwiedzi, bo nie darowałby sobie, że tego nie zrobił.
O 18 siedziałam w jego koszulce i patrzyłam, jak zawodnicy wbiegają na boisko. Grali w Olsztynie, ale grupa kibiców dzielnie ich wspierała. Już w pierwszym secie chcieli doprowadzić mnie do zawału… Grali na przewagi. Do ostatniej piłki ani jedna, ani druga drużyna nie odpuszczała. Na szczęście szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę. Trochę się martwiłam, bo jeżeli gospodarze będą dalej trzymać taki poziom, to może być ciężko… Kolejna część zbliżyła nas do zwycięstwa, dzięki dziesięciopunktowemu prowadzeniu.
-Jeszcze jeden-szepnęłam do siebie.
Niestety tego seta przywłaszczyli sobie Olsztynianie.
-Ostatni… No, Misiek, dawaj!-gadanie do telewizora jest z pewnością normalne…
Może i mnie nie słyszał, ale chyba pomogło, bo moja ulubiona drużyna nie dopuściła do tie-break’a. Wygraliśmy 3:1. Cieszyłam się jak głupia. MVP powędrowało do Tischera, ale uważam, że zasłużenie, bo naprawdę pokazywał klasę na boisku.
Późnym wieczorem rozmawiałam jeszcze z Kubiakiem, który siedział w olsztyńskim hotelu. Nie wiem, jak namówił trenera, ale wracać mieli jutro przez Łódź i obiecali go podrzucić po drodze do mnie. Cały tydzień przyjmujący miał spędzić u mnie. Położyłam się spać, nastawiając wcześniej budzik, bo jutro czekała mnie masa roboty…
Od samego rana stałam przy garach. Wpadłam na pomysł ugotowania obiadu, dla sztabu i zawodników, żeby jakoś odwdzięczyć się za to, że nadkładali drogi. Tata pomógł mi w struganiu ziemniaków, ale do kuchenki go nie dopuszczałam, bo z jego talentem zaraz coś by się spaliło, wylało… ewentualnie wybuchło… Upiekłam też ciasto, ale czym jest jeden marny sernik na tylu facetów? Bez drugiego się nie obeszło.
Gdy wyciągałam drugie ciasto z piekarnika usłyszałam szczekanie Koksa. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam autobus zatrzymujący się przed domem. Wybiegłam i zaprosiłam wszystkich do środka. Nie spodziewali się tego, tylko Michał, który przelotnie cmoknął mnie w policzek, o wszystkim wiedział. Trochę ciasno było, ale gdy każdy już jakoś się usadowił, zaczęłam podawać jedzenie. Chłopaki pomogli mi, podając talerze z rąk do rąk, bo przez to zbiorowisko kończyn, chyba bym ich nie doniosła… W końcu każdy był najedzony, zadowolony i zaczęło się wychwalanie mojej kuchni, podziękowania, a niektórzy chcieli płacić…
-Jeżeli zostawicie jakieś pieniądze, to się obrażę-skrzyżowałam ręce na piersi-A teraz… Kto ma ochotę na deser?
Odpowiedział mi chóralny okrzyk. Uśmiechnęłam się tylko i rozdałam talerzyki z sernikiem. Chłopaki zjedli i do kuchni władowała mi się „ekipa sprzątająca”. Mianowicie Łasko, Tischer, Popiwczak, Bontje i Holmes zaczęli zmywać naczynia, wycierać, odkładać na miejsca, Wojtaszek wyszedł wynieść śmieci, a Bernardi ich nadzorował. Czarny dokuczał Koksowi, Martino dręczył pianino, mój tata rozmawiał zawzięcie z Polańskim i Gierczyńskim, a Michał stanął za mną i objął mnie w pasie.
-Teraz wszyscy będą mówić, że mam najcudowniejszą dziewczynę pod słońcem-pocałował mnie w policzek.
-To chyba dobrze…
-Muszę cię pilnować, żeby mi cię nie ukradli-szepnął, a ja nagle zesztywniałam.
-Michał-niepohamowane łzy wezbrały w moich oczach.
-Przepraszam, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało-patrzył na mnie przerażony.
-Ja muszę… na chwilę wyjść…
Zamknęłam się w łazience i płakałam. Jedno głupie zdanie, a ja znów myślałam o ostatnich wydarzeniach. Po kilku minutach ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Laura? Laura, przepraszam. Wpuścisz mnie?
Uchyliłam drzwi, przez które momentalnie wparował Kubiak. Przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Nie opierałam się. Doszłam powoli do siebie, poprawiłam makijaż i wyszliśmy.
-Uuu, a co wy tam we dwójkę robiliście?-zaczął Patryk.
Widziałam kątem oka, jak Michał delikatnie kręci głową.
-Może będziemy się już zbierać?-wtrącił się Damian Wojtaszek-Wszyscy są zmęczeni, a przed nami jeszcze kawał drogi…
Głupio mi się zrobiło, bo to z mojego powodu postanowili jechać. Każdy mi dziękował, a trener to chyba mnie ubóstwiał, bo kazał Michałowi przywozić mnie na treningi jak najczęściej, a jeśli potrzebowałabym pracy, mam dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Cieszyłam się, że chociaż w pewnym stopniu wynagrodziłam im fatygę. Ja z Michałem wyszliśmy ich odprowadzić do autobusu. Zdziwiłam się, że przyjmujący wpakował się do niego razem z nimi.
-Zostawiasz mnie?-zapytałam.
-Zaraz wracam-puścił mi oczko i zniknął wewnątrz pojazdu.
Po chwili wyszedł trzymając futrzaną kulkę na rękach.
-Koks? Ale co on tam…
-Patryk go sobie pożyczył-zaśmiał się Michał, widząc moją zdezorientowaną minę-Wiedział, że widziałem, jak go zabierał. Chciał ci zrobić kawał.
Popukałam się w czoło patrząc na Czarnego przy szybie. Przytuliłam yorka i razem z Miśkiem patrzyliśmy za odjeżdżającym autobusem.
-No, to jesteśmy sami-mrugnął.
-Nie licząc Koksa i mojego taty-uśmiechnęłam się-Która godzina?
-Chwila po piątej…
-Mecz!-pobiegłam ze śmiechem w stronę domu, zostawiając chłopaka samego.
Gdy wszedł do środka ja już patrzyłam na poczynania Resoviaków. Grali w Kielcach i… przegrali.
Zdziwiło mnie to ogromnie i po raz kolejny uświadomiło, że nie wolno lekceważyć przeciwników. Effector zgarnął dwa punkty, ale MVP otrzymał Nikolay. Smutno mi było, że chłopakom się nie udało, ale teraz ten tydzień wolnego pozwoli im się zrelaksować… Nie miałam czasu zastanawiać się nad meczem, bo moją uwagę odwrócił Michał. Zaproponował, że zrobi naleśniki na kolację i właśnie żonglował jajkami. Oczywiście wiedziałam, jak to się skończy…  Po chwili on ścierał podłogę, a ja kąpałam Koksika, któremu się nieszczęśliwie oberwało. Gdy skończyłam walczyć z małym i suszarką, w domu roznosił się smakowity zapach kolacji. Trochę dokuczałam Miśkowi z powodu tych jajek, ale nie był zły, wręcz przeciwnie, sam się z siebie śmiał.
Po kąpieli wgramoliłam się do łóżka. Trochę dziwnie się czułam, gdy chłopak się do mnie przytulił, ale szybko odpłynęłam do krainy Morfeusza…
-Laura! Spokojnie, to ja. Cichutko…
-Przepraszam-cała zapłakana wyskoczyłam z łóżka-Znowu krzyczałam?
-Znowu?-przyjrzał mi się bacznie-Jak często ci się to zdarza?
Odwróciłam wzrok. Całkiem odechciało mi się spać. Usiadłam na brzegu łóżka i tylko ocierałam łzy.
-Śpij, Misiu. Wszystko jest w porządku…
Wyszedł z łóżka i przytulił mnie, chociaż chciałam go odepchnąć.
-Nic nie jest w porządku-zaczęłam jeszcze bardziej płakać-Spokojnie-posadził mnie na swoich kolanach-Jestem tu z tobą i obiecuję, że nie stanie ci się żadna krzywda.

Oczami niewyspanego i strasznie zmartwionego Michała…

Nie wiedziałem, że on jej się śni. Nie miałem pojęcia, jak jej pomóc. Przytulałem jej drobne ciało. Czułem, że powolutku się uspokaja. W końcu zasnęła w moich ramionach. Delikatnie położyłem ją i odgarnąłem włosy z twarzy. Schudła ostatnio strasznie. Ciuchy na niej wisiały. Jedno złe słowo i płakała. Krzyczała w nocy. Pan Wojtek mówił, że robi straszne sceny, jak ma iść do psychologa, a potem zamyka się w pokoju. Podobno większość czasu spędza u siebie lub grając na pianinie. A Igła mówił, że podarła zdjęcia, na których był ten zwyrodnialec. Musiałem coś zrobić. Musiałem pomóc. Na pewno jest jakiś sposób, tylko trzeba go odkryć… I to szybko…
Patrzyłem na twarz ukochanej, oświetloną blaskiem księżyca. Długo jeszcze nie mogłem spać, ale w końcu i o mnie upomniał się Morfeusz…
Rano obudziłem się, gdy Laura wychodziła z łóżka. Pociągnąłem ją za rękę tak, że upadła na mnie. Krzyknęła, ale to nie był krzyk radosnego zaskoczenia, ale strachu. Głupi ją przestraszyłem…
Po śniadaniu słuchałem, jak gra. To chyba był najlepszy prezent, jaki mogłem jej sprawić. Widać, że ogromnie jej się to podoba. Skończyła, gdy trzeba było przygotować obiad. Dzielnie jej pomagałem, potem zaoferowałem się, że pozmywam. Wyciągnąłem ją też do kina, żeby się nie nudziła. Komedia podobała się nam obojgu. Potem zamiast wracać, poszliśmy na spacer. Jak mijaliśmy jakichś facetów, to Laura mocniej ściskała moją dłoń. Nie komentowałem tego, bo potrzebowała czasu, żeby zaufać światu. W domu byliśmy koło 20, a ona czmychnęła do pokoju, oznajmiając, że musi się przygotować na jutro. Całkiem zapomniałem, że ma zajęcia. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc oglądałem z jej ojcem telewizję, czasami tylko zaglądając do niej i przynosząc jej herbatę, jakieś ciastka, cukierki… Poszliśmy wcześniej spać, bo miała być na 8 na uczelni.
Znów obudził mnie jej krzyk w nocy, ale nie dopytywałem, tylko mocno przytuliłem ją do piersi. Czekałem, aż zaśnie, żeby samemu zrobić to samo, z myślą, że jest bezpieczna.

Perspektywa Laury

Rano wstałam cicho, nie chcąc budzić Michała i wyszłam na uczelnię. Sesja za pasem, teraz sezon kolokwiów, a ja miałam masę zaległości. Dziewczyn już dawno nie widziałam, więc ucieszył mnie ich widok.
-O, Laura! Wróciłaś? Podobno…-zaczęła Baśka, ale Zosia walnęła ją łokciem w żebra.
-Fajnie, że jesteś-uściskała mnie ta druga-Brakowało nam ciebie.
Dziewczyny opowiadały mi, co u nich, skarżyły się na wykładowców i tłumaczyły mi, co przegapiłam. Wszystko niby ładnie pięknie, ale przed ostatnim wykładem dowiedziałam się, że połowa uczelni obgaduje mnie za plecami. Nie wiem, skąd wiedzieli. W sumie to mnie to nie obchodziło. Wybiegłam stamtąd z płaczem.
Nie chciałam tam być, ale w domu też nie. Usiadłam na huśtawce w parku. Zimno już po chwili dało się we znaki, ale może to mi pomoże…
-Tu jesteś…-usłyszałam za sobą zasapany głos.
-Zosia, proszę, zostaw mnie…
Nie odeszła. Usiadła obok i zaczęła mówić. Podobno Majka opowiedziała swoim koleżankom, co się stało, a one to rozpowiedziały. Maja. Moja najlepsza przy… STOP! Była najlepsza przyjaciółka. Zośka dała mi się wypłakać, a potem zabrała na gorącą czekoladę i odprowadziła do domu.
-Może wejdziesz?-zaproponowałam.
Wahała się tylko chwilę, a potem przedstawiłam ją Michałowi. Mój kochany chłopak przygotował obiad, więc Zosia zjadła z nami. Potem jej uwagę przyciągnął Koks. Stwierdziła, że jest „sweetaśny i taki kochany”. Przypadli sobie do gustu. Niestety ona musiała jechać, a mi tata kazał szykować się na kolejną wizytę u psychologa…
____________________________________________
I jak? Może być? ^^

Staram się, żeby nie było zbyt nudno... Laura nadal cierpi, ale teraz jest u niej Michał...
Jeszcze ta uczelnia...

Dziękuję wszystkim osobom, które zaczęły czytać mojego bloga i którym chce się go czytać od początku :P Kochani jesteście <3

Nie dziękuję (żeby nie było pecha :P ), za to, że życzycie mi powodzenia i trzymacie kciuki ;)
Chyba pomogło, bo trzy kolokwia za mną i jestem zadowolona ;]
W piątek matma, a od środy pierwsze egzaminy...

Resovia wczoraj wygrała, dziś Jastrzębski... Nic tylko się cieszyć ^^

Jeszcze jedna sprawa... Jeśli macie chwilę, zachęcam do polubienia tej strony na facebook'u. Poryczałam się, jak oglądałam filmik o tym chłopcu ;(

Przepraszam, że późno... Rozdział byłby trochę wcześniej, ale tłumaczyłam koleżance jak ma zrobić projekt na jutro (bay the way zadany przed świętami -.- ).
Lecę spać...
Pozdrawiam ;*

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 72

Michał był u mnie do wieczora. Siedział i mnie przytulał, nic więcej, ale tego właśnie mi było trzeba. Trochę płakałam, ale to nie tak, jak przez ostatnie dni. Potem dostało się jeszcze Michałowi, że nie trenuje z chłopakami. Obiecał, że rano wróci do Żor i pojedzie na trening. Był ze mną, aż go wieczorem pielęgniarka wygoniła. Znów nie obeszło się bez środków nasennych, ale przynajmniej wstałam trochę później. Michał zajrzał do mnie koło 7, a potem musiał pędzić na trening, w końcu w niedzielę grają mecz, a i tak już za bardzo sobie pofolgował.
Koło południa przyszła do mnie pani psycholog. Nie chciałam z nią rozmawiać, sprawiała wrażenie miłej, ale od początku nie przypadła mi do gustu. Płakałam strasznie, prosiłam, żeby sobie poszła, ale to na nic. Siedziała u mnie dwie godziny i nie dawała mi żyć, zadając masę pytań i robiąc jakąś terapię. Na koniec dowiedziałam się, że mam ją odwiedzać trzy razy w tygodniu… Nie pomogły łzy. Lekarze uznali to za konieczność.
Na szczęście wieczorem pojawił się mój tata i zabrał mnie do domu, bo po wizycie psychologa dostałam wypis. Cieszyłam się, że jestem u siebie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak tęskniłam za swoim łóżkiem, biurkiem, książkami… A o Koksiku już nie wspomnę. Bawiłam się z nim przez cały wieczór, słuchając opowiadań taty, co ten maluch narozrabiał, gdy on wychodził do pracy. Przed snem rozmawiałam jeszcze z Michałem i Krzyśkiem. Obaj strasznie się o mnie martwili. Przyjmujący był zły na siebie, że w ten weekend nie uda mu się wyrwać do mnie, no ale przecież ZAKSA sama się nie pokona. Igła chyba z dziesięć razy powtórzył, że przyjedzie do mnie w niedzielę rano.
Prawie cały piątek przesiedziałam u siebie w pokoju. Wyszłam tylko z psem na spacer i zeszłam do kuchni na jakąś kanapkę. Trochę czytałam, ale głównie leżałam pogrążona w myślach i dokuczałam Koksowi. Jak płakałam, to ta mała, futrzana kulka przytulała się do mnie i od razu się uspokajałam. Widziałam, że tata się o mnie martwi, ale nie potrafiłam zejść na dół i rozmawiać, czy śmiać się razem z nim. Michał dzwonił chyba co godzinę, Krzysiek ze trzy razy, a poza tym rozmawiałam jeszcze z Grzesiem Kosokiem, który przepraszał mnie za sytuację w szpitalu i z Łukaszem Żygadło. Chciałam umówić się z Mają, ale nie odbierała moich telefonów, więc dałam za wygraną. Dzień zleciał mi strasznie szybko, mimo że praktycznie nic nie robiłam…
W sobotę na 10 byłam umówiona z moją nauczycielką nauki gry na pianinie. Nie do końca pamiętałam pierwszą lekcję, ale już po jakichś 15 minutach szło mi lepiej niż ostatnio. Gdy pani Ewelina sobie poszła, nadal nie odchodziłam od instrumentu. Dzięki temu przestawałam myśleć, wyłączałam się.
Niestety z tego zbawczego stanu wyrwał mnie tata i oznajmił, że pora jechać do mojej psycholog. Po awanturze siedziałam zapłakana w samochodzie. Tata odwiózł mnie i zaprowadził pod same drzwi, żebym nie uciekła po drodze. Chyba nie minęła nawet godzina, gdy wykrzyczałam tej kobiecie, co o niej myślę, ale ona nic sobie z tego nie robiła i dalej kontynuowała swoje mądre gadanie. Tak bardzo nie chciałam tego słuchać… Zbyt wiele bólu zadawały mi jej pytania, uwagi i stwierdzenia… Po dwóch godzinach prawie stamtąd wybiegłam. Czułam się sto razy gorzej, niż przed wizytą u niej…
I na dodatek spóźniłam się na pierwsze dwa sety meczu Resovii z Częstochową. Niespełna godzinę później krzyczałam z radości do telewizora. Chłopaki wygrali! I to 3:0! Miło było popatrzeć na dobre humory Resoviaków. MVP powędrowało do Jochena. Wieczorem jak zwykle rozmawiałam z Michałem. Skarżyłam mu się na moją terapeutkę, ale on stwierdził, że muszę do niej chodzić, bo ona chce mi pomóc. Rozłączyłam się z płaczem i pytaniem tłukącym się w mojej głowie. Czemu nikt mnie nie rozumie?! Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam…
Obudziło mnie tata głośno wypowiadający moje imię. Okazało się, że okropnie krzyczałam i rzucałam się na łóżku. Była dopiero piąta, więc on poszedł się położyć, a ja zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie kakao. Tata nie musiał pytać, bo to wiedział, a ja mu nie mówiłam. Śnił mi się Andrzej i to jak… Nie! Nie mogę, o tym myśleć… Poszłam wziąć prysznic, bo poczułam się brudna… Tam moje powstrzymywane łzy znalazły ujście… Nie próbowałam przestać, po prostu siedziałam pod strumieniem ciepłej wody i płakałam…
Nie wiem, ile czasu spędziłam w łazience… Ubrałam się w luźne dresy, wyciągnięty podkoszulek i starą bluzę i zamknęłam się w pokoju. Wzięłam z półki album i zaczęłam szybko przeglądać zdjęcia. Nawet nie wiedziałam, że aż na tylu jest on… Płakałam i rozrywałam je na kawałki. Nie mogłam na niego patrzeć… Sprawił mi tyle bólu…
Nagle podniosłam wzrok i zobaczyłam Krzyśka stojącego w drzwiach.
-Długo…-zaczęłam, ale mi przerwał.
-Wystarczająco.
Rzuciłam wzrokiem po strzępkach zdjęć walających się po całym moim łóżku i dywanie, a potem ukryłam twarz w dłoniach. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam dłoń na łopatce, ale dałam się przytulić Krzyśkowi.
-Przepraszam-wyszlochałam-Nie wiem, czemu to zrobiłam…
-Nie przepraszaj, ja zrobiłbym to samo-szepnął-Chodź!
Wstał i zaczął szybko zgarniać skrawki papieru. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale poszłam za nim. Wyszedł na dwór i rzucił je na ziemię. Patrzyłam, jak je podpala.
-Spokojnie, już nic ci nie zrobi. Jesteś bezpieczna-objął mnie ramieniem i razem patrzyliśmy na dopalające się zdjęcia.
Wróciliśmy do środka i zaproponowałam libero herbatę, bo na dworze było zimno i gorący napój był idealnym rozwiązaniem. Nalewałam właśnie wrzątku do kubków, gdy usłyszałam muzykę. Odstawiłam czajnik i pobiegłam do salonu, po drodze przewracając kwiatka. Stanęłam w drzwiach z rozdziawionymi ustami.
-Krzysiek!
-Tak?-momentalnie się do mnie odwrócił.
-Ty grasz?
-Przepraszam, jeśli nie wolno, ale nie mogłem się powstrzymać…-zmieszał się.
-To było piękne-uśmiechnęłam się-Zagrasz coś jeszcze?
Bez słowa poklepał miejsce obok siebie i jak tylko usiadłam, zaczął grać. Z zachwytem patrzyłam na jego palce wędrujące po klawiszach i na twarz, która wyrażała ogromne skupienie.
-Przepraszam, dawno nie grałem i…
-Gdzieś ty się tego nauczył?-zdziwiłam się.
Igła opowiedział mi, jak babcia uczyła go grać, bo uparła się, że ktoś musi jej grać na stare lata, a tym kimś ma być on. Potem w czasach szkolnych grał ze znajomymi, a nawet chcieli założyć zespół, ale jego bardzo wciągnęła siatkówka i to ją wybrał.
-Chcesz, to mogę cię trochę poduczyć-zaproponował, widząc, że jestem zachwycona tym, jak gra.
Zgodziłam się, ale najpierw trzeba było przygotować obiad, a potem był mecz Michała. Niestety nie pozwolili mi na niego jechać, więc we czwórkę (ja, tata, Igła i Koks) oglądaliśmy go w telewizji. Krzyki i machanie szalikiem nie pomogły… ZAKSA rozwaliła Jastrzębian 3:0. W całym spotkaniu drugi set był kompletną porażką, bo przegrali do 14. Płakałam patrząc na ich smutne miny.
-To moja wina-jęknęłam.
-Co ty gadasz?-zapytał Igła i obaj panowie wbili we mnie wzrok.
-Przeze mnie Michał opuszczał treningi…
-Laura… Laura! Nie gadaj takich głupot, bo się obrażę-libero pogroził mi palcem-To jak? Idziemy grać?
I tak, Ignaczak po wysłuchaniu tego, co umiem, zaczął karierę nauczyciela. Świetnie się przy tym bawiłam, dodatkowo Krzysiek mnie rozśmieszał. Nawet tata przyszedł posłuchać. Nawet nie wiem, kiedy ja zaczęłam sobie coraz lepiej radzić.
-Ty to masz talent, dziewczyno! A Iwonka nie chciała się nauczyć…
-Nauczysz Domi-mrugnęłam.
-No przecież, że tak-uśmiechnął się-Bo kto mi będzie grał na starość?
-To musisz się prędko wziąć za nią…
-Ej!
Zaczął mnie łaskotać. Mój tata zaśmiewał się z nas w najlepsze.
-Odwołaj to-powiedział Krzysiek, a ja pokręciłam głową-Osz ty!-Znów zaczął.
-Ała! Moje żebra!-jęknęłam.
-Odwołaj to.
-Ale co?-udawałam głupią.
-To, że jestem stary!
-Ja tak nie powiedziałam-wyszczerzyłam się-To ty to powiedziałeś.
Przerwał nam mój telefon. Szybko go odebrałam.
-Laura? Czemu cię nie ma na skype’ie?-usłyszałam dobrze mi znany głos przyjmującego.
-Przepraszam, zapomniałam…
-Martwiłem się… Umawialiśmy się, a ja tu czekam i czekam…
-Daj mi go-wtrącił się Igła.
-Nie!-syknęłam-Przykro mi z powodu meczu… Miałam zadzwonić, ale…
-Daj mi telefon!-Krzysiek uwiesił się na moim ramieniu.
-Odwal się!-warknęłam.
-Co?!-usłyszałam zdziwienie Kubiaka.
-Przepraszam, to nie do ciebie, tylko do tego idioty…
-Nie jestem idiotą…-libero zrobił obrażoną minę i wyrwał mi telefon-Cześć, Michał!
Gadali chyba z pół godziny, gorzej niż baby… W końcu odzyskałam telefon.
-Kazał cię pozdrowić-uśmiechnął się Igła i wrócił do pianina.
-Nie dałeś mi z nim porozmawiać!-fuknęłam.
-A ty masz mnie za jakiegoś starucha…
-Przepraszam…-szturchnęłam go łokciem.
-Zadzwoni o 20-uśmiechnął się-No, to pokaż, czego się dziś nauczyłaś, bo muszę się zbierać…
Chwilę jeszcze pograliśmy, a potem Krzysiek pożegnał się i ruszył do Rzeszowa. Cieszyłam się, że mnie odwiedził. Żałowałam tylko, że nie widziałam się z Michałem… Po rozmowie z nim, położyłam się spać, bo byłam już strasznie zmęczona…
Przez ten tydzień nie chodziłam jeszcze na zajęcia, ale w następnym musiałam zacząć, bo trzeba było zaliczyć wszystkie kolokwia i egzaminy… Dni mijały mi na przepisywaniu notatek, zamykaniu się w pokoju, znienawidzonych przeze mnie terapiach i krzykach w nocy. Codzienne rozmowy z Michałem i chwile spędzone przy pianinie, stawały się moją odskocznią od problemów.
__________________________________________
Przepraszam, że trochę krótszy i taki nijaki, ale jutro mam dwa kolokwia, a w środę jedno takie mega trudne :(
A za tydzień pierwsze egzaminy ;(
Postaram się, żeby rozdziały nadal pojawiały się, co drugi dzień, ale naprawdę nie wiem, jak to wyjdzie przez tą sesję...

Nie przedłużam... Lecę przeczytać jeszcze raz notatki...
Do środy i trzymajcie za mnie kciuki :]
Buziaki ;*

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 71

-Cześć, długo tu siedzisz?
-Jakieś pół godzinki-odparł, dalej bacznie mnie obserwując.
-Mogłeś mnie obudzić…
-Dużo się wydarzyło… Jesteś zmęczona, musisz odpoczywać.
-Po co przyszedłeś?-spojrzałam na niego nieufnie-Michał cię przysłał?
-Przysięgam, że on nic nie wie o mojej wizycie u ciebie.
-Nie powinieneś być na jakimś treningu?
-Przyjaciółka jest ważniejsza niż jakiś trening…-kąciki jego ust delikatnie się uniosły.
Przez kilka minut siedzieliśmy w kompletnej ciszy.
-Chcesz porozmawiać?-zapytał, ale nie odpowiedziałam.
Przesiadł się z krzesła na brzeg mojego łóżka.
-Pamiętaj, nie jesteś sama-chciał dotknąć mojej dłoni, ale ją cofnęłam-Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy…-szepnął.
Musnął opuszkami palców moją dłoń, a już po chwili siedziałam wtulona w niego i płakałam. Nic nie mówił, tylko głaskał mnie po plecach. Powoli się uspokajałam.
-Przepraszam-wydmuchałam nos.
-Nie masz za co-widziałam, że strasznie się martwi.
-Nie chcę o tym rozmawiać… Jeszcze nie teraz.
Niestety naszą rozmowę przerwała policja. Chcieli usłyszeć moje zeznania. Czyli musiałam o tym opowiedzieć… Dzięki moim prośbom, zgodzili się, żeby Krzysiek został. Zaczęłam opowiadać o tym, jak poznałam Andrzeja. O tym, że dawał mi znaki, że jestem dla niego kimś ważniejszym niż przyjaciółka. O naszych spotkaniach, kłótniach o jego pocałunki… Aż wreszcie doszłam do wydarzeń z nocy sylwestrowej. Krzysiek cały czas trzymał mnie za rękę. Czułam, jak zesztywniał, gdy opowiadałam okropieństwa, jakie wyrządził mi Andrzej ze swoim wspólnikiem. Często się zacinałam, bo nie chciałam o tym myśleć, a co dopiero mówić. Znów płakałam, znów przeżywałam to na nowo…
-Dobrze, dziękujemy. To chyba wystarczy-policjant zajrzał w swoje notatki-Mam jeszcze jedno pytanie. Czy poznaje pani tego mężczyznę?
Zrobiło mi się słabo, gdy spojrzałam na zdjęcie drugiego mojego oprawcy. Kiwnęłam powoli głową i powiedziałam, że to on pomagał Andrzejowi.
-W poniedziałkowy wieczór złapaliśmy tylko jednego z napastników. Ten człowiek zgłosił się sam na komisariat i przyznał się do winy. Musieliśmy to potwierdzić-wstał-Niech się pani nie martwi i odpoczywa. Do widzenia-uśmiechnął się i wyszedł.
-Do widzenia-westchnęłam i znów zaczęłam płakać.
Igła dalej siedział, patrząc się przed siebie.
-Nie musisz tu ze mną siedzieć-powiedziałam przez łzy-Jeżeli się mnie brzydzisz…
-Czemu miałbym to robić?-spojrzał na mnie z ogromnym bólem w oczach.
-Po tym, co mi zrobili…-nie skończyłam, bo mnie przytulił.
-Jesteś jedną z najcudowniejszych osób jakie spotkałem. Cieszę się, że jesteś moją przyjaciółką i nie rozumiem, jak można być takim potworem, żeby…-zawiesił głos.
Siedział u mnie do wieczora. Przy nim po raz pierwszy od… „wypadku” się uśmiechałam. Opowiadał szalone pomysły Sebastiana i Dominiki, ale też głupie sytuacje  z chłopakami z drużyny. Poprawiał mi humor, jak tylko mógł i skutecznie sprawiał, że nie myślałam o ostatnich dniach.
-Dziękuję.
-To ja ci dziękuję, że nie wyrzuciłaś mnie za drzwi-mrugnął, ale zaraz spoważniał-Powinnaś porozmawiać z Michałem.
-Żeby to było takie proste…-westchnęłam, a mój dobry humor prysł jak bańka mydlana.
-To jest proste, zaufaj mi.
-Byłeś tam ze mną, widziałeś…
-To nieporozumienie, to tylko tak wyglądało… Musisz mu dać szansę na wyjaśnienie. Ja nie jestem jego adwokatem…
-Jak mam z nim rozmawiać, skoro on nawet mnie nie odwiedził?-zapytałam, mrugając, by odpędzić napływające do oczy łzy.
-Wariował, jak cię nie było. Odnalazł cię. Siedział przy tobie, gdy byłaś nieprzytomna. A jak powiedziałaś, że nie chcesz go widzieć, spełnił Twoją prośbę. On cię kocha i to on powinien tu przy tobie siedzieć. Daj mu szansę, a się przekonasz-wstał nagle-Dobra, to ja się będę zbierał, bo żona pewnie się stęskniła… A ty pomyśl o tym, co ci powiedziałem.
-Krzysiek, proszę…
-No to do niedzieli-pocałował mnie w policzek i wyszedł.
-Pa-mruknęłam pod nosem.

Najlepszy psychoterapeuta pod słońcem ;)

Michał mówił, że było źle, ale nie wiedziałem, że aż tak… Najchętniej udusiłbym tego psychopatę gołymi rękami… Są plusy tej wizyty. Przynajmniej się uśmiechnęła kilka razy. I pomyśli nad wysłuchaniem Michała. A właśnie… Michał. Muszę go odwiedzić i mu wszystko opowiedzieć…
Pół godziny później wysiadłem z windy na odpowiednim piętrze hotelu i ruszyłem korytarzem. Drzwi od pokoju Kubiaka były uchylone. Dziwne. Wszedłem cicho, bo nie wiadomo, czego można się było spodziewać.
-Pojebało cię?-wydarłem się na kumpla.
-Hm? Krzysiek? Co tu robisz?-wybełkotał-I czemu drzesz się jak nienormalny?               
-Twoja ukochana przeżyła piekło, a ty zamiast ją wspierać, upijasz się? To jest normalne?
-Ona mnie nie chce...
-Byłem u niej i rozmawialiśmy między innymi o tobie.
-Powiedziała, że mnie nienawidzi?-zapytał i wziął wódkę ze stołu.
-Oddaj mi to! Jesteś nietrzeźwy, nie da się z tobą rozmawiać…-zabrałem mu butelkę i z ogromnym trudem pomogłem mu wstać-Chodź, kolego. Zaraz coś poradzimy.
Zaprowadziłem go do łazienki i wepchnąłem pod prysznic, odkręcając zimną wodę. Wyskoczył spod niego z krzykiem.
-Lepiej ci? Czy chcesz poprawkę?
Kazałem mu się przebrać i w międzyczasie zamówiłem pizzę. Kazałem mu zjeść trochę i się położyć, bo pewnie pił na pusty żołądek. Jutro rano będę musiał z nim porozmawiać… Ziewnąłem przeciągle.
I tak oto plan powrotu dzisiaj do żony i dzieci spalił na panewce.

Skacowany Kubi :/

Obudziłem się nad ranem. Wszystko mnie bolało, ale głowa szczególnie. Trzeba było tyle nie pić… Przeciągnąłem się, a mój wzrok padł na pudełko po pizzy. Zamawiałem pizzę? Wstałem i podszedłem do okna. Na dworze jeszcze było ciemno. Tam gdzieś spała Laura…
Szedłem do łazienki, gdy zauważyłem na fotelu człowieka. Zabrałem koc i spojrzałem na rzeszowskiego libero. Skulił się biedaczyna, pewnie było mu strasznie niewygodnie… Ale co u licha robił tutaj Igła?
W łazience zdziwiłem się widząc wodę rozchlapaną na podłodze i moje mokre ciuchy w kącie. Wziąłem prysznic i poszedłem obudzić Ignaczaka.
-Jeszcze pięć minut Iwonko…-mruknął przez sen-Kowal zrozumie…
Po chwili otworzył oczy. I spojrzał na mnie.
-Dobrze, że już nie śpisz. Musimy porozmawiać-powiedział całkiem rozbudzony.
Opowiadał mi o swojej wizycie u Laury. O przesłuchaniu, płaczu, uśmiechu… O jej reakcji na rozmowę o mnie. Krzysiek był wielki. Miałem jeszcze nadzieję. Nie prosiłem go o to, a z nią porozmawiał. Żałowałem, że to nie ja spędziłem z nią dzień.
-Dziękuję, nie wiem nawet, jak ci się odwdzięczę…
-Daj spokój. Niech tylko Laura dojdzie do siebie i będzie szczęśliwa. Nie skrzywdź jej-pogroził mi palcem, pożegnał się i pojechał do Rzeszowa, żeby nie zawalać więcej treningów.
Ja zjadłem jakąś kanapkę i taksówką pojechałem do szpitala. Musiałem walczyć, bo gdybym przestał, to bym ją stracił, a tego… Tego chyba bym nie przeżył.

Trochę zagubiona we własnym życiu Laura

Znów obudziłam się nad ranem i nie mogłam dłużej spać. W nocy miałam koszmary, ale teraz myślałam przede wszystkim o Michale. Tak bardzo chciałam, żeby zapewnienia chłopaków były prawdziwe… Leżałam i przypominałam sobie nasze wspólne chwile. Chciałam spojrzeć w jego oczy i usłyszeć dwa magiczne słowa wypowiadane przez niego. Ale jego tu nie było. Przecież sama go wyrzuciłam… Nie zadzwonię do niego, bo co mu powiem? „Michał przyjedź do mnie, bo chcę na ciebie popatrzeć? Zmieniłam zdanie, tęsknię za tobą i chcę, żebyś mnie odwiedzał?”.  To przecież absurdalne.
Ile ja bym dała, żeby go teraz zobaczyć… Oczy zaszły mi łzami. Usłyszałam pukanie i drzwi się uchyliły. Niewyraźnie zobaczyłam sylwetkę, którą poznałabym na końcu świata. Przetarłam oczy.
-Płakałaś.
-To nic… Ostatnio często mi się to zdarza-odwróciłam wzrok.
-Możemy porozmawiać?-nie czekając na moją odpowiedź, usiadł-Przepraszam. Przepraszam, że nasłałem na ciebie chłopaków. Nie chciałem, żebyś przeze mnie cierpiała, ale myślałem, że jak mnie nie chcesz słuchać, to to jest jedyne wyjście, żebyś poznała prawdę.
Milczałam, a po moim policzku zaczęły spływać łzy.
-Laura?-zapytał niepewnie.
-Nie kłamali? Ta blondynka sama cię pocałowała?-starałam się opanować drżenie głosu, ale nie do końca mi to wyszło.
-Jedyną blondynką w moim życiu jesteś ty. I nie, nie ma żadnych brunetek, rudych, czy jakichś jeszcze innych. Jesteś tylko ty. Aż ty.
-Przepraszam-szepnęłam.
-Za co, skarbie?-zdziwił się.
-Że cię wyrzuciłam… I… Nie wiem, czy jestem gotowa, żeby było tak jak wcześniej-zobaczyłam w jego oczach ból-Daj mi trochę czasu. Ja kocham cię nad życie, ale… Za dużo się wydarzyło.
Zaczęłam płakać, a Michał mnie objął.
-Ciii, skarbie. Będzie dobrze. Nie mam zamiaru naciskać. Kocham cię i będę przy tobie-pocałował mnie delikatnie w skroń, dalej przytulając-Nie pozwolę cię już nikomu skrzywdzić...
__________________________________________
Nie jest tak jak było przed porwaniem, ale jest już lepiej ;)
Igła się spisał ^^

Nie płaczcie przeze mnie :( Bo smutam, gdy Wam smutno...
Mam nadzieję, że łzy spowodowane są sympatią do głównych bohaterów i troską o ich dobro (a nie beznadziejnością mojej twórczości... nie no, żartuję :P )

Dziękuję za Wasze komentarze :* Kocham czytać Wasze przemyślenia, po przeczytaniu moich wypocin ;]
Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie ;*

A teraz takie przemyślenia ode mnie. Przez przypadek trafiłam na taki jeden demotywator, gdzie dziewczynka napisała list do siebie i miała otworzyć go za kilka lat. Niestety zmarła, a list odczytali jej rodzice.
Co sądzicie, o napisaniu listu do samego siebie? Bardzo intrygujący pomysł... Może sama napiszę do siebie list?

A mnie najbliższe dni/tygodnie czekają w towarzystwie książek. Tydzień pełen kolokwiów, sesja się zbliża... Trzymajcie kciuki ;)

Pozdrawiam,
Niezapominajka ;*

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 70

Czas dłużył mi się niemiłosiernie, gdy trzeba było czekać. Patrzyłem na jej drobne ciało i modliłem się, żeby wyszła z tego. Może i nie wierzę w Boga, ale w teraz nic innego nie przychodziło mi do głowy. Teraz nie mogłem jej w żaden sposób pomóc…
Po czasie , który wydawał mi się nieskończonością, przyjechała karetka. Pozwolono mi z nią jechać. Nikt nic mi nie mówił, ale ich miny nie były za ciekawe. Serce mi się krajało, gdy parzyłem na nią. Moja mała, bezbronna Laura… Wolałem nie myśleć o tym, jakie piekło przeszła.
W szpitalu zabrali ją na jakieś badania. Czekając aż skończą zadzwoniłem do jej taty. Zjawił się po kilkunastu minutach i obaj niecierpliwie czekaliśmy. Nie wiem, ile tam siedzieliśmy, ale w końcu pojawił się lekarz. Poinformował nas o wstrząsie mózgu, złamanych czterech żebrach, odwodnieniu, licznych stłuczeniach i obtarciach. Była wielokrotnie gwałcona, więc podano jej środki, żeby nie zaszła w ciążę. Do tego dochodziły jeszcze rany na szyi i nadgarstku. Nie pozwolono nam do niej wejść. Lekarz zasugerował, żebyśmy wrócili rano, bo dopiero wtedy nas wpuszczą. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, pan Wójcik na to przystał. Dopiero w ich domu zauważyłem, że jest już bardzo późno i jak jestem zmęczony. Opadłem na kanapę. Nawet Koks wydawał się jakiś smutny.
-To moja wina-usłyszałem za sobą głos pana Wojtka-Gdybym wtedy nie wyciągnął jej z tej imprezy, to cały czas byłaby na miejscu i nie pokłócilibyście się.
-Nie, to moja wina… Mogłem pojechać z nią… Zresztą to był Sylwester, a ja dałem się namówić na jakieś głupie zdjęcia-opowiedziałem mu już wcześniej, o tej walniętej fance.
-Nie mogłeś przewidzieć tego, co się stanie… Nie wiem, co teraz będzie-westchnął-Boję się, że sobie z tym nie poradzimy… Że Laura sobie z tym nie poradzi…
Znaleźliśmy ją, ale jeszcze długa droga przed nami… Andrzeja najchętniej bym zamordował i to tak, by czuł, jak największy ból… Cóż z tego, że nie powinienem tak myśleć. On doprowadził do ogromnego cierpienia Laury i zasługuje na to samo…

Obudziłem się na kanapie w salonie, przykryty fioletowym kocem. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Zerwałem się z łóżka i szybko ruszyłem do kuchni, o mały włos nie wpadając na gospodarza.
-Michał,  właśnie miałem cię budzić, żebyś coś zjadł, to pojedziemy do szpitala.
-Nie jestem głodny. Możemy jechać od razu-ruszyłem w kierunku drzwi.
-Zjedz coś. Pół godziny nic nie zmieni. I powinieneś się przebrać-spojrzałem na swoje ciuch.
Były poplamione krwią miłości mojego życia. Oczy mi zwilgotniały… Szybko usiadłem przy stole, żeby jej tata nie zauważył. Zjadłem w ekspresowym tempie. Wziąłem szybki prysznic i się ubrałem.
W szpitalu byliśmy kilka minut po godzinie 9. Pielęgniarka poinformowała nas, że Laura jeszcze się nie wybudziła, ale pozwoliła nam do niej wejść. Teraz gdy ktoś przebrał ją w jasną koszulę i zmył krew, widać było liczne zadrapania i zasinienia na jej rękach, twarzy… Dwa opatrunki na głowie i jeden na nadgarstku… Podłączona do kroplówki i jakichś urządzeń. Do tego taka blada…
Od początku roku jej ojciec wrócił do pracy. Może nie mógł nadwyrężać jeszcze nogi, ale pracował. Gdy zadzwonił jego szef, musiał jechać. Obiecałem go informować, gdyby coś się działo i zostałem sam wpatrując się w Laurę. Koło 14 przyszła Majka. Wygoniła mnie na obiad, a sama w tym czasie u niej była. Okropnie się martwiłem, bo Laura dalej nie odzyskała przytomności.
Koło 17 w szpitalu pojawił się Igła, Kosok, Cichy i Zibi. Trochę zdziwiło mnie, że przyjechali, ale w końcu Laura jest ich przyjaciółką.
-Co z nią?-zapytał Krzysiek z troską wpatrując się w blondynkę.
-Od wczoraj się nie wybudziła. Ma złamane żebra i wstrząs mózgu…-pogładziłem jej dłoń.
-To chyba nie tak źle…-zaczął Zbyszek.
-Gorzej być nie mogło-jęknąłem-On… Krzywdził ją przez tydzień, a ja nic na to nie poradziłem.
-Krzywdził? To znaczy, że on ją… No wiesz?-zapytał Piter z przerażoną miną.
Kiwnąłem tylko głową i odwróciłem wzrok na ukochaną. Któryś z chłopaków poklepał mnie pocieszająco po plecach, ale nie odwróciłem się, bo nie chciałem, żeby widzieli, że płaczę.
-Uratowałeś ją-szepnął Grzesiek.
-Tak ale za późno…
-Michał, nie możesz się obwiniać-powiedział miękko Igła.
-Ale to przeze mnie wyszła z imprezy!
-Nie przez ciebie, tylko przez tamtą hotkę. Uratowałeś Laurę. Gdyby nie ty, to on mógłby ją…-urwał.
-Jak się wybudzi i będzie potrzebować wsparcia, to daj znać-oznajmił Grzesiek-Jak by u ciebie coś się działo, to też.
Pożegnali się i obiecali, że zajrzą później. Ja dalej siedziałem przy niej, aż w końcu odwzajemniła uścisk mojej dłoni.
-Laura, kochanie, słyszysz mnie?
-Michaś-szepnęła.
-Jestem tu-odpowiedziałem.
Otworzyła gwałtownie oczy i spojrzała na mnie z ogromnym bólem w oczach, jednocześnie cofając swoją dłoń.
-Laura, to ja, Michał. Nie bój się. Będzie dobrze-wyciągnąłem w jej kierunku rękę.
-Nie! Zostaw mnie! Idź sobie!-zaczęła płakać.
-On nie zrobi ci krzywdy, ochronię cię. Będzie dobrze-powtarzałem jak mantrę, żeby ją uspokoić.
-Zostaw mnie. Nie rozumiem, jak mogłeś mi to zrobić-widziałem, że cierpi-Wyszłam tylko na chwilę…
-Ale to nie tak, jak myślisz-zacząłem się bronić.
-Proszę, wyjdź. Ja… Nie chcę cię teraz widzieć. Zostaw mnie w spokoju-odwróciła wzrok.
-Laura…
-Nie!
-O, obudziła się pani-do pomieszczenia weszła pielęgniarka-Proszę nie denerwować pacjentki-wyprosiła mnie z pomieszczenia.
Osunąłem się po ścianie na podłogę i płakałem. Przez jakąś głupią fankę mam zrujnowane życie. Laura, zamiast pozwolić sobie pomóc, nie chce mnie znać. Siedziałem tak kilka minut. Potem wyciągnąłem komórkę, poinformowałem, pana Wojtka, że Laura się obudziła i skierowałem się do parku. Było zimno, co pozwalało mi trzeźwo myśleć. Muszę o nią walczyć i pomóc jej, choćby się broniła. Sama przez to przechodzić nie będzie. Postanowiłem prosić chłopaków, żeby z nią porozmawiali i wyjaśnili, jak było na Sylwestrze.

Zraniona na ciele i duszy…

Nie chciałam tego… Jak ja bardzo tego nie chciałam… Ale nie mogłam być z kimś kto mnie zdradza i oszukuje. Byłam bezpieczna. Ostatnie, co pamiętam to faceci z pistoletami i Michał. Mam nadzieję, że go złapali i nikogo nie skrzywdzi. Na samą myśl dostałam gęsiej skórki. On… Zaczęłam płakać. Nie miałam na to wpływu. To za dużo… Może byłoby lepiej, gdybym umarła? Nie czułabym już tego bólu… I nie musiałabym patrzeć w smutne oczy Michała…
Według pielęgniarki był już wtorek, a wczoraj mnie przywieźli. Zbadali mnie, dali jakieś leki i kazali odpoczywać. Ale jak można odpoczywać, jak przed oczami cały czas miałam twarz Michała, a po zamknięciu oczu, widziałam swojego oprawcę, który przez prawie tydzień mnie katował? Wszystko mnie bolało, ale przynajmniej wiedziałam, że on już nie przyjdzie. Ale Michał też nie przyjdzie… Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Słona ciecz szczypała w zadrapania na twarzy.
-Można?-w drzwiach pojawił się Piotrek.
-Co ty tu robisz?-zapytałam, nawet nie zadając sobie trudu na udawanie, że jest okej.
-Słyszałem, że się obudziłaś i chciałem cię odwiedzić-uśmiechnął się delikatnie.
-Aha-odwróciłam wzrok.
-Wiem, co przeszłaś. Pozwól sobie pomóc…
-Wiesz, co przeszłam?-warknęłam na niego-Nie masz pojęcia… Nie wyobrażasz sobie, jak to jest chcieć śmierci, żeby tylko on…-głos mi się załamał.
-Michał i ja z chłopakami będziemy z tobą…
-Michał? On cię tu przysłał?-spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Nie, ja tylko…Ja przyszedłem, żeby…-zaczął się mieszać.
-Idź sobie-widziałam, że chce zaprotestować-Idź do Michała, z nim sobie porozmawiaj, ja muszę odpocząć.
Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, drzwi za środkowym właśnie się zamykały.
Nie minęło pół godziny, a przyszedł do mnie Zbyszek Bartman. Ciekawe po co…
-Cześć-usiadł na krześle przy łóżku-Jak się czujesz?
-Po prostu cudownie-odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Przepraszam… Może czegoś potrzebujesz?
-Po co przyszedłeś? Żeby powiedzieć mi, że Michał nie jest zdradziecką świnią i żebym dała twojemu przyjacielowi szansę?
-Ale on cię nie zdradził! Ta dziewczyna rzuciła się na niego!
-Proszę, Zibi. Nie komplikuj bardziej tego wszystkiego. Ja nie chcę…-całkiem się rozpłakałam.
-Nie płacz… Już dam ci spokój, ale przestań płakać…-zrobił przestraszoną minę.
-Czy on długo to robił?
-Ale co?-zdziwił się atakujący.
-Czy długo mnie zdradzał?-przetarłam oczy.
-Ale on cię nie…
-Zbyszek! Czemu go kryjesz?-nie odpowiedział od razu, więc kontynuowałam-Jest twoim przyjacielem, więc idź i mu powiedz, żeby poszedł do tamtej blondyny.
Wyszedł nie mówiąc już nic, a ja znów płakałam… Czy on nie rozumie, że przez to jeszcze bardziej cierpię? Chyba opuścił, po wizycie Bartmana, bo miałam już spokój. Leżałam sama w Sali, a okropne wspomnienia nie dawały mi myśleć. Jak on mógł? Przyjaźniliśmy się, a on… Myśląc, o tym, znów to czułam… Jeszcze gorzej było, gdy trzeba miałam iść spać. Na szczęście jakaś pielęgniarka się zlitowała i dała mi coś na problemy ze snem.
Obudziłam się nad ranem i już nie zasnęłam. Po prostu nie mogłam zamknąć oczu… Poinformowano mnie, że będę musiała porozmawiać z policją i z psychologiem. Na samą myśl o opowiadaniu o ostatnim tygodniu, zrobiło mi się słabo…
-Cześć, nie przeszkadzam?
W progu stanął Grzesiek Kosok. Czyli Michał dalej nie odpuścił…
-Słyszałem, co się stało… Strasznie się martwiliśmy-powiedział, siadając na krześle.
-Pewnie też słyszałeś, że ja i Michał nie jesteśmy razem.
-Laura, pozwól sobie pomóc-chciał chwycić moją dłoń, ale szybko ją zabrałam.
Nie wiem, czemu to zrobiłam. Przecież Kosa nie powiedział, ani nie zrobił nic złego… Też zaczął opowiadać, że Michał mnie nie zdradził, ale nie chciałam tego słuchać. Powiedziałam, żeby przekazał Kubiakowi, że ma nie przysyłać kolegów, bo to nic nie zmieni. Od płaczu zaczęła boleć mnie głowa i żebra. Po jakimś czasie, zmęczona opłakiwaniem mojego losu i pod działaniem środków przeciwbólowych, zasnęłam.

Perspektywa Michała

-Dzięki, że próbowaliście… To koniec. Nie wierzy wam, a nie chce mnie słuchać…. Musimy… ja muszę, dać jej spokój, bo tylko pogarszam sprawę…
-Nie załamuj się. Musisz dać jej trochę czasu-chłopaki próbowali mnie pocieszać, ale bezskutecznie.
Kazałem im jechać do Rzeszowa, bo nie mogli zawalać przeze mnie treningów. Siedziałem w pokoju hotelowym, bo wmówiłem panu Wojtkowi, że wracam do Żor na kilka dni. Gazety rozpisywały się o mnie, szukającym ukochanej. Chcieli mieć szokujący temat i mogli zaszkodzić Laurze. A ona nienawidziła mnie i teraz pewnie też naszych znajomych z Asseco. Gorzej być nie mogło. Gdy tylko oni odjechali, ja poszedłem do baru…

Oczami Laury

Gdy otworzyłam oczy, przy moim łóżku siedział Krzysiek i uważnie mi się przyglądał.
_________________________________________
Nie jest łatwo...
Ból i łzy :(
Czy Michał odpuści?
I czemu Igła nie posłuchał i nie wrócił do Rzeszowa?

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału... :/
Laura żyje. Nie mogłabym jej chyba zabić. Za bardzo ją polubiłam ;]

Dziękuję za ogrom komentarzy! Wielbię Was za to! <3
Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że nie uciekniecie i że podobał Wam się poprzedni rozdział ;)

No to co?
Do soboty :D
Pozdrawiam serdecznie ;*